flahapl Polska Flag of Germany.svgDeutschland 
  • IMG_0182_new.JPG
  • K2_09-4_01_Slaska_fot.1.png
  • Szydlo_new.jpg
  • U4prezydenta.jpg

Tak można mówić, mając na uwadze liczne grono artystów i ludzi kultury wśród Polonii. Wszyscy oni zrzeszeni w organizacji Pegasus Fundation przyjaźnią się i wspierają, organizują spotkania. Chodzi o to, by integrować polskie środowiska twórcze, promować ich osiągnięcia, sprzyjać zwłaszcza młodym, którzy poszukują kontaktów.

Wielu artystów plastyków zaprasza do swoich pracowni i z całą otwartością przedstawia prace, idee, zamysły. Tak jest też w przypadku Jana de Weryhy-Wysoczańskiego, pochodzącego z Gdańska artysty rzeźbiarza. Ostatnio przypomniała jego sylwetkę i osiągnięcia telewizyjna audycja „Hallo Polonia”. To jednak za mało, bo ten wielokrotnie nagradzany rzeźbiarz, absolwent Wydziału Rzeźby w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku (w pracowni prof. Alfreda Wiśniewskiego i A dama Smolany) zyskał nie tylko w Hamburgu poważanie i rozgłos.

Zdumiewa i zadziwia swą sztuką, a tworzy w drzewie. Podkreśla przy tym zawsze, że drzewo jest najdoskonalszym materiałem i ludzie odnajdują w nim najlepsze, zawsze pozytywne skojarzenia. Drzewa – jak sam mówi – są symbolem życia i trwania. Nawet te pościnane, ułożone w kloce, a także te pocięte na wióry mają swój zapach i kolor, swą nieograniczoną moc przeznaczenia i nieodparty urok.

Rok 2015 obfituje w ważne wydarzenia i rocznice. Dla Polonii rozsianej po świecie to inspiracja do działań i spotkań, a także swoista powtórka z historii. Zachęcając do pomysłowych akcji pamiętajmy, by Polskę sławić i promować poprzez kulturę i nasze polskie w tej dziedzinie osiągnięcia.
Przypadająca w tym roku 250. rocznica powstania Teatru Narodowego uświadomi, jak wielki jest nasz dorobek na tym polu, upowszechni wiedzę o przeszłości i teraźniejszości, o dziełach i ich twórcach. W nowożytnych dziejach europejskiego teatru zajmujemy przecież jedną z czołowych pozycji obok scen Paryża, Londynu, Madrytu.
Oficjalne rozpoczęcie naszych obchodów odbyło się 12 lutego w krakowskim Narodowym Starym Teatrze. Minister Małgorzata Omilanowska, uderzając w teatralny gong, dała sygnał do wielomiesięcznego świętowania. Odbył się performance, podczas którego przypomniano najważniejsze wydarzenia w historii polskiego teatru.
Aktorzy, ubrani w kostiumy ze spektaklu Król Ubu, w kilku miejscach budynku jednocześnie wyczytali daty i zdarzenia z 250 kartek, które pokryły podłogę foyer i sali „Helena”.
Tak więc, przypomniano, że 19 listopada 1765 w Warszawie wystawiono Natrętów Józefa Bielawskiego i odtąd datuje się działalność naszego ojczystego teatru.

 Wiele jest miejsc w hanzeatyckiej metropolii nad Łabą, w których tutejsza, jakże liczna Polonia, spotyka się od wielu już lat i gdy trzeba świętuje. Sukcesy Polaków są wspólną radością, a przyjaźnie świadczą o życzliwości i wzajemnym wsparciu.
Można się o tym przekonać podczas rozmaitych imprez, które odbywają się w salonach willi konsula przy Maria Louisen Strasse, w Sali Polskiej Misji Katolickiej na St. Pauli, na koncertach w Laeiszhalle przy Johannes Brahms Platz, czy nawet w kinie „Metropolis”, gdzie od lat mają miesce projekcje polskich filmów.
Okazji do wzajemnych kontaktów, dyskusji, a także współpracy jest sporo, bo to kultywowanie polskości i satysfakcja. Od pięciu lat w maju Museum fuer Völkerkunde (Muzeum Etnograficzne) przy Rothebaumchaussee w Hamburgu otwiera swoje podwoje dla Fetiwalu Kultury Polskiej.

Taki tytuł nosiła przedstawiona w Hamburgu przed kilkoma tygodniami wystawa. Już samo jej miejsce – Centrum Pamięci Sankt Nikolai w Hamburgu – skłania do przemyśleń i refleksji. Wspominamy ją, ze względu na przejmującą wymowę i znaczenie.
Holokaust to przecież temat żywy, który jak rozdarta rana boli i nie daje o sobie zapomnieć. Nie ulega wątpliwości, że Polacy mają znaczący udział w ratowaniu Żydów podczas II wojny światowej. Tak więc ekspozycja, której organizację przygotowało warszawskie Muzeum Historii Zydów Polskich POLIN wraz z Ministerstwem Spraw Zagranicznych i Konsulatem Generalnym w Hamburgu, także z miejscowym Centrum Kształcenia Politycznego
w Hamburgu, niesie sporą wiedzę i istotne moralne przesłanie.
Znamy je dobrze: Kto ratuje jedno życie – ratuje cały świat. Tak właśnie mówiła Irena Sendlerowa – bohaterska Polka, która uratowała przed zagładą ponad 2,5 tysiąca żydowskich dzieci.
Na otwarcie ekspozycji przybyli konsul generalny, dr Marian Cichosz, kierownik Centrali Kształcenia Politycznego, dr Sabine Bamberger Stemmann i Ties Rabe, hamburski minister szkolnictwa – podkreślali w swych wystąpieniach rolę i znaczenie wystawy, mówili o przykładach heroicznego poświęcenia, którego wymownym znakiem jest pamięć i wiara w zwycięstwo dobra nad złem.

Nalepa Piotr

Piotr Nalepa

 

To był prawdziwy „wielki ogień” – doskonała muzyka i wspaniali wykonawcy. „Każdy z obecnych na koncercie powrócił myślami do lat młodości, do dobrze znanych tekstów i melodii” – powiedział po występie Piotra Nalepy doktor Marek Szczerbień z Neumuenster. „Takie imprezy są potrzebne, one tworzą niezapomniane nastroje, przypominają osiągnięcia naszych muzyków rockowych, są jak kartki z pamiętnika; wzruszają, zastanawiają i porywają nas” – dodała Grażyna Heisler, polska pływaczka, zdobywczyni medali na ostatniej Olimpiadzie Polonijnej.

K4.17.01 Ratajczak fot.1 W 90-letniej niemal historii Gdyni było sporo przykładów patrioty­zmu i umiłowania wolności. Od początków istnienia miasta wyzwalało się wśród kaszubskiej ludności i przybyszy swoiste poczucie dumy, wyrosłe z wysiłku i pracy, z wiary w moc niepodległej ojczyzny, która po 123 latach niewoli odzyskała morską granicę. Pracowitość i honor nada­wały sens życiu gdynian nawet w momentach tragicznych, wojennych.

W ponurych latach komunizmu, gdy utracono nadzieję na poprawę bytu, na poszanowanie i godność, gdy przelała się czara upokorzeń, a zakłamanie i ignorancja władz sięgnęły zenitu, portowa Gdynia, słynąca z wielu zakładów i stoczni, nie wytrzymała. W przedświąteczny czas roku 1970 na jej ulicach rozlała się krew. To już 45 lat od wydarzeń, które na­zwać winniśmy Gdyńskim Powstaniem Grudniowym. Ono właśnie było zaczynem dążeń niepodległościowych i wiodło przez 10 lat ku „Solidar­ności”, ku zwycięstwu, które odmieniło oblicze Polski. Jego bohaterowie dali dowód męstwa i nieugiętej, przeciwnej reżimowi postawy. Zasługują na najwyższe uznanie. W Kilonii, w Niemczech, znany jest jeden z uczest­ników tamtych, historycznych wypadków - pan Waldemar Malinowski. On wszystko przeżył, zapisał i zapamiętał. Dla niego to wcale nie tak odległa historia, lecz wspomnienie smutne, bolesne, które powraca raz po raz. To także przemyślenia nad sensem bohaterstwa, nauką płynącą z historii, nad sprawiedliwością ludzką i boską. Nie kryje, że ogarniają go niekiedy gorycz, zwątpie­nie, smutek, a na­wet irytacja. Jakże inaczej mówić o ludziach zasłużo­nych, lecz w Polsce zapomnianych? Jak przybliżyć ich sylwetki młodemu pokoleniu, które ma uczyć się praw­dy i waleczności w obliczu zagrożeń? Jakimi słowami opisać po latach osamotnienie i żal najdzielniejszych?

 

 Foto: upamiętnienie Powstania Grudniowego w Gdyni (2014 r.)


Mówią hamburczycy i każdego roku śledzą w prasie komentarze na temat tradycyjnego „Matthiae Mahl", który odbywa się zawsze w lutym w balowej sali hamburskiego Ratusza. Od ponad 650 lat przed dniem imienin Macieja, które przypadają 24 lutego, wydawane jest przez nadburmistrza hanzeatyckiej metropolii niezwykle eleganckie przyjęcie dla najbardziej zacnych, znanych i szanowanych osób ze świata polityki, gospodarki, kultury, także przedstawicieli Kościoła i wojska. Data tej uroczystości nie jest przypadkowa.

W średniowieczu dzień 24 lutego uważany był za początek wiosny i kolejnego roku handlowego. Wybierano w nim nowego burmistrza, wyznaczano zadania senatorom, przepowiadano pogodę, przyjmowano nową służbę i radowano się tym, co zaplanowano. Bogaci patrycjusze pragnęli uczcić te znaczące dla miasta wydarzenia i nie szczędzili złota, ani dukatów na wytworne przyjęcie. Był czas, że obyczaj zawieszono. Przez dwa stulecia (1724-1924) nie praktykowano go. Wreszcie uznano, że tak być nie może, bo zasługi mieszkańców, sława grodu, piękno odbudowanego po pożarze miasta, zwłaszcza nowego Ratusza, są tak znaczące, że godne zaszczytów i uczt. Wznowiono więc „Matthiae Mahl". I odtąd kultywowana trwa ta wspaniała, iście królewska impreza, o której zawsze w świecie głośno. Hamburski Ratusz w neorenesansowym stylu, ze swą na 111 metrów długą fasadą i 647 pomieszczeniami wewnątrz, to rzeczywiście obiekt godny najwyższego uznania i dumy. Jego sala balowa, miejsce, w którym odbywa się owa lutowa uczta nad ucztami, zachwyca wyszukanym i doniosłym w swej wymowie pięknem, przy tym i niebywałą elegancją. Ma ona 46 metrów długości, 18 szerokości i aż 15 metrów wysokości. Oświetlają ją trzy żyrandole z 278 lampkami o wadze 1,7 tony, a zdobi jej ściany pięć pokaźnych malowideł Hugo Vogla. Przedstawiają one w zarysie historię Hamburga.

Strona 1 z 3

© 2013 - 2017 Magazyn Polonia. All Rights Reserved. Designed By E-daron.eu

Please publish modules in offcanvas position.