flahapl Polska Flag of Germany.svgDeutschland 
  • IMG_0182_new.JPG
  • K2_09-4_01_Slaska_fot.1.png
  • Szydlo_new.jpg
  • U4prezydenta.jpg

„WOŁYŃ” W KIJOWIE (NIE)OGLĄDANY

KĄTEM OKA – KORESPONDENCJA WŁASNA

  Ukraińska SBU (Służba Bezpieczeństwa Narodowego) zabrania wjazdu rosyjskim gwiazdom estrady na Ukrainę. Z wiadomych powodów. Są to tzw. „niechciane gwiazdy”. Taki los spotkał m.in. Nataszę Korolową, która miała wystąpić w grudniu 2016 w Kijowie. Podobny – białoruską artystkę Irinę Miedwiedową, która występuje w składzie teatralnej trupy Marata Baszarowa. Rosyjski wykonawca Szura sam odwołał swój występ, po proteście mass mediów za jego prorosyjską postawę w stosunku do spraw ukraińskich.

 

Podobnie niestety potraktowano aktorów, występujących w filmie Wojciecha Smarzowskiego Wołyń. 13 listopada na wniosek deputowanego nacjonalistycznej Partii Swoboda Olega Sirotiuka Rada Obwodu Tarnopolskiego postanowiła wstrzymać finansowanie wysokości 444 tys. hrywien miejscowego Teatru Dramatycznego, w którym grają ukraińscy aktorzy, występujący w Wołyniu. Decyzję taką poparło 45 z 53 deputowanych. Premiowanie pracowników tego teatru w sytuacji, kiedy należy zdecydowanie zareagować na skandaliczną sytuację wokół filmu „Wołyń” jest nie do przyjęcia – grzmiał deputowany nacjonalista. W filmie wystąpiło zaledwie czterech naszych aktorów, dotacja miała trafić dla całego zespołu artystów teatru – oburzała się deputowana Larysa Rymar. Jej zdaniem, zastosowano odpowiedzialność zbiorową.

U Smarzowskiego zagrali też aktorzy Teatru im. Marii Zańkowieckiej we Lwowie. Im jednak nie cofnięto dotacji.

– O czym piszesz? A, o Wołyniu! Musisz wiedzieć, że dla Ukraińców to kwestia traumatyczna. Pochodzę z Łucka i powiem ci, jak było. Moja babka mi to kiedyś opowiadała. Było tak, że jednej nocy przychodzili Ukraińcy, a innej – Polacy. I tych, i tamtych tak samo się bano we wsiach...” – mówi mi w Kijowie mój znajomy Denis.

17 października pokaz filmu Wołyń w stolicy Ukrainy został przełożony „z przyczyn technicznych” na późniejszy termin. Ukraińskie MSZ „usilnie zaleciło” odwołanie projekcji ze względu na „możliwe zakłócenie porządku publicznego”. Pokaz miał odbyć się w kinie „Kijów” z udziałem reżysera i zaproszonych przez Instytut Polski ukraińskich gości – przedstawicieli najwyższych władz, w tym prezydenta, premiera i parlamentarzystów. Miała się odbyć dyskusja.

Coś takiego zdarzyło się po raz pierwszy. Jestem zdziwiona, że film fabularny wywołuje aż takie emocje, tym bardziej że strona ukraińska pozbawia się możliwości zapoznania z nim – przyznała Ewa Figel, dyrektor Instytutu Polskiego w Kijowie.

Wołyń trafił na ekrany kin w Polsce 7 października 2016. Smarzowski wyreżyserował go na podstawie własnego scenariusza, wykorzystując wątki ze zbioru opowiadań Nienawiść Stanisława Srokowskiego. Scenariusz konsultowano z historykami.

Ambasador Polski na Ukrainie Jan Piekło odniósł się również do odwołania pokazu. Niedobrze byłoby, gdyby ten film był traktowany jako film dokumentalny, czy jako jedyna prawda na temat zbrodni wołyńskiej. Sam artysta mówi, że to film fabularny, który jest pewną wizją artystyczną i warto w ten sposób do tego podejść. Nie widzę, żeby politycy specjalnie komentowali ten film, co jest chyba pozytywnym objawem – zaznaczył.

Uważa on, że nieprawidłowe relacje między Ukrainą i Polską z powodu dyskusji wokół tragedii wołyńskiej są korzystne dla Rosji. Jego zdaniem, szereg dwustronnych wizyt wysoko postawionych urzędników demonstruje znaczenie ukraińsko-polskich stosunków w porządku obrad dwóch państw. Przypomniał również, że powołano specjalną komisję historyków obu krajów, w skład której wchodzi 12 osób, badających wydarzenia na Wołyniu w latach II wojny światowej. Praca miała trwać półtora roku, miał być opublikowany raport.

Z kolei Andrij Deszczycia, ambasador Ukrainy w Polsce, powiedział dla Radia Zet, że film jest antynacjonalistyczny w jego przekonaniu i nie do końca antyukraiński. Brakuje mi w tym filmie jednak przeciętnego Ukraińca, który obserwuje sytuację (rzezi Ukraińców na Polakach) i nie godzi się na nią – dodał. Na Ukraińcach film wywoła silne emocje, ale również „dużą dyskusję”. Będzie budował bazę do dalszych rozmów, zwrócenia się do tej problematyki, do historii, tego, co doprowadziło do takiej rzezi – uważa Deszczycia.

Na łamach prasy wypowiedzieli się ludzie kultury, zarówno Ukraińcy, jak i Polacy. Jurij Andruchowycz, laureat wielu nagród w Polsce, w tekście zatytułowanym Pojebane pojednanie lub „Niszcząca dzikość zła” w czasopiśmie „Zbrucz” przyznaje, że filmu nie oglądał, ale wolałby powiedzieć, iż z góry go „potępia”. Przyznaje jednak, iż od tego filmu nie da się uciec i że jest to niepokojące. Andruchowycz ma za złe reżyserowi, iż nie konsultował się z Ukraińcami i Ukrainą, a więc „prawdy nie szukał”, iż Smarzowski zrobił film o kraju, którego nie zna i którym nie jest zainteresowany. Twierdzi też, iż to coraz bardziej masowe zapotrzebowanie polskiego społeczeństwa na ogólnonarodowy tragiczny mit oraz wyraża troskę po projekcji filmu o losy Ukraińców, pracujących w Polsce.

Film o historycznej nieprawdzie – tak Petro Kracziuk, doktor filozofii i profesor Narodowego Uniwersytetu „Akademia Ostroska”, pisarz i publicysta, zasłużony działacz nauki i techniki Ukrainy w rubryce Punkt Widzenia portalu Radio Swoboda nazwał swoje rozważania, snując emocjonalnie przypuszczenia jak po „takim” filmie będzie się myśleć o Ukraińcach. Że to są barbarzyńcy XX stulecia, gorsi od niemieckich nazistów i sowieckich bolszewików! Również Niemcy są ukazani całkiem nieźle. Przecież trzeba się liczyć z realiami Unii Europejskiej. Nawet sowieccy partyzanci są ukazani lepiej, nie tak jak „skażeni Ukraińcy”... Kracziuk jest przekonany, iż film jest częścią „antyukraińskiej kampanii” w Polsce – uchwały o holokauście na Wołyniu, chęci pociągnięcia do odpowiedzialności karnej stojących „za wołyńską rzezią” i budowania przez polityków „elektoralnych sympatii”. Podkreśla, iż jest to mocny sygnał ze strony Polski wobec Ukraińców, którzy aspirują do bycia w Europie – ucywilizowania ich i odrzucenia „nacjonalizmu, ukraińskości”. Zapytuje i podsumowuje: (...) czy po „Wołyniu” zechce się być Ukraińcem? Polscy politycy mają nadzieję, że to zadziała. Szkoda, iż historia nic ich nie nauczyła, zwłaszcza historia Wołynia.

W „Ukraińskiej Prawdzie” w artykule Wołyń – obszar początkowego horroru Ołeksij Panicz, też dr nauk filozoficznych, tłumacz HBO, członek Rady Nadzorczej Narodowej Tele-Radio-Kompanii Ukrainy, pisze o mitach jak się postrzega Ukrainę i Ukraińców, rozkłada na czynniki pierwsze film, analizuje postawy i dochodzi do wniosków: Zresztą nie trzeba zapominać, że Europa jako „pokojowy sojusz niezależnych państw” była nękana walkami przez stulecia; przecież Ukraińcom i Polakom jeszcze trzeba przejść tę samą drogę, jaką przeszli Niemcy i Francuzi za czasów Roberta Schumanna i Konrada Adenauera i do czego Polaków namawiał swego czasu mądry Jerzy Giedroyc. I dalej: Dlatego nie warto z filmu „Wołyń” robić tragedii i tym bardziej nie warto się poddawać prowokacjom międzyetnicznej niezgody, chociaż jest obawa, iż jej skutki odczuje się w Polsce, gdzie (znowuż) przebywa dużo (ponad milion) Ukraińców.

Odnosi się jednak wrażenie, że prócz „przykrości”, którą „Ukrainie i Ukraińcom” uczyniono tym filmem, genezy i przyznania problemu nie ma, że można w nieskończoność żonglować tym „gorącym kartoflem”. Brakuje skruchy, najlepiej ze strony władz i zastanowienia się: dlaczego doszło do rzezi współobywateli? Do tego trzeba dodać inny ważny czynnik – nieznajomość tematu. Jako pewien „równoważnik” Wołynia stawia się temat „Głodomoru”.

Mimo „medialnego szumu”, przeciwwagą są pozytywne sygnały: 20 października posłowie przyjęli Deklarację Pamięci i Solidarności Polski i Ukrainy. Upamiętniono tym samym ofiary agresji i okupacji obu krajów przez nazistowskie Niemcy i komunistyczny ZSRR. W uchwale – oprócz przypomnienia tragicznej historii z tamtych czasów – potępiono dzisiejsze bolączki, agresywną politykę Federacji Rosyjskiej w stosunku do Ukrainy. Jednocześnie Sejm RP podkreślił zaangażowanie Polski na rzecz pokojowego rozwiązania konfliktu na wschodniej Ukrainie i przywrócenia jej integralności terytorialnej.

26 października 2016 nowy ambasador Polski na Ukrainie Jan Piekło złożył listy uwierzytelniające na ręce prezydenta Poroszenki. Zapewnił tym samym, iż jego misja jest kontynuacją polityki wszystkich dotychczasowych rządów polskich wobec tego kraju; jest to wspieranie integracji Ukrainy z Unią Europejską i dobra współpraca dwustronna. Piekło ocenił, że Polska ma w Ukrainie sąsiada, który jest wiarygodny, demokratyczny i gotów jest zaangażować się w budowę europejskiego systemu bezpieczeństwa. Podkreślił, że mimo trudnych polsko-ukraińskich sporów o historię, w naszych stosunkach jest wiele pozytywów. Zaliczył do nich wspomnianą deklarację i wskazał, że utrzymuje się dialog historyków polskich i ukraińskich, którzy zakończyli w Kijowie obrady Forum Historyków. Jest to proces, który cały czas trwa. Nie da się rzeczy, które kiedyś nas dzieliły, tak od razu zamieść pod dywan i załatwić. Ten proces ma swoją dynamikę i nie jest to dynamika negatywna – oświadczył.

Mimo burzy, wywołanej filmem Smarzowskiego, Polska na Ukrainie cieszy się prestiżem. W Kijowie powstaje nowa dzielnica Warszawskij Mikrorajon, a Polski Bus wchodzi na Ukrainę! Zaczęto sprzedaż biletów do Lwowa, Iwano-Frankiwska (d. Stanisławów), Czerniowców, Tarnopola, Winnicy, Chmielnickiego i Chersonu. Przewoźnik pracuje w 18 punktach w Polsce i 7 na Ukrainie, przewóz pasażerów będzie dokonywany autobusami firmy „Idea Travel” i ich partnera na Ukrainie – „Fortuny Reisen”. Natomiast węgierski „Wizzair” uruchomił lotnicze połączenie Warszawa-Kijów. To już czwarte połączenie kompanii z Ukrainy do Polski. Ponadto jesienią 2016 otwarto Polską Bibliotekę Medyczną, liczącą ponad 5 tys. woluminów, dzięki inicjatywie Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie i Narodowej Naukowej Biblioteki Medycznej w Kijowie. A więc normalne relacje międzysąsiedzkie się rozwijają.

 

Maciej Mieczkowski, Kijów

© 2013 - 2017 Magazyn Polonia. All Rights Reserved. Designed By E-daron.eu

Please publish modules in offcanvas position.