flahapl Polska Flag of Germany.svgDeutschland 
  • IMG_0182_new.JPG
  • K2_09-4_01_Slaska_fot.1.png
  • Szydlo_new.jpg
  • U4prezydenta.jpg

KORESPONDENCJA WŁASNA Z KIJOWA. UCHODŹCY I INNI

K4 05 01 fot.1

Ośrodek dla uchodź­ców na krańcach Kijo­wa, w miejscowości Puszcza Wodyca. Na budynku rosyjski napis Istocznik, po ukraińsku to Dżereła. Oznacza to samo: źródło. W malowniczym lasku, nieopodal szosy. Pod koniec marca liczy 256 osób. Głównie przeby­wają tu samotne matki z dziećmi, większość z rozbitych rodzin.

Przedtem budynek, jak i wszystko, należał do państwa, potem trafił w ręce prywatne. W recepcji, w obszernym i ciemnym holu dyżur spra­wuje grupka młodzieży. Dziewczyny i chłopaki dogrzewają się dużymi grzejnikami za ich plecami. Na komputerze leci film. Obok wejścia - ta­blica ogłoszeń. Wyróżniają się te z propozycją pomocy psychologicznej. Godziny wstępu mieszkańców „pensjonatu" i wizyt gości: 8-22.

W głębi mężczyźni oglądają telewizję, kilku żołnierzy w mundurach. Jest spokojnie i czysto. Mijani mieszkańcy, zarówno dzieci i dorośli, witają się z przybyszami. Na recepcji można zostawić pomoc. Ludzie dobrej woli, którzy opiekują się uchodźcami od czerwca 2014 roku, regularnie przywożą wszystko, co da się zebrać wśród znajomych: używane ubranie, środki czystości, zabawki, lekarstwa, jedzenie dla niemowlaków.

Mężczyzna, który z kolegami pomaga rozładować samochody z naszą pomocą, na Krymie utracił wszystko. Muzułmanin i Krymski Tatar, zapytał nieśmiało, czy wiem, co to za narodowość. ..A wy, kakoj wi nacjonalnosti?" Odpowiadam : „Ja Paliak. Iz Litwy". Mężczyzna stara się to ogarnąć.

Oksana

Pochodzi z Ługańska, mąż jej wyjechał do Rosji, ma córkę w wieku kilku lat. Kiedy czasem telefonuje, nazywa ją Ukropką. To słowo zo­stało wymyślone przez separatystów na użytek obraźliwej propagandy i oznacza po rosyjsku „koper”. Ukraińcy „załapali” je i prześmiewają, zaprojektowano nawet koszulki i bluzy, gadżety z napisem UKPOII, które można kupić na bazarkach i straganach.

 

K4 05 01 fot.2

 

Oksana należy do 7-osobowego nieformalnego „zarządu" mieszkańców dżerela, ponieważ nie można zarejestrować oficjalnie organizacji uchodź­ców - musieliby wtedy spłacać długi za budynek, w którym mieszkają.

Status uchodźcy, tzw. ATO, ze strefy wojny, z regionów separaty­stycznych republik, jest dotychczas nieuregulowany. Rząd pomógł na początku, płacąc na głowę po 400 hrywien, potem 200, na dzieci dawano 800. Trwało to pół roku, aż cała „pomoc” się urwała. Dziś ci ludzie są zdani na siebie. Pytam, jak lepiej ich nazwać: peresieleńcy czy bieżency. Wolą być przesiedleńcami, po polsku trafniej - uchodźcy. Rozmawiamy w języku rosyjskim, zresztą jak i w całym ośrodku.

Oksana zawsze cieszy się na nasz przyjazd i dziękuje za zebrane dary. Te dary przekazują ludzie z ambasady RFN w Kijowie, pod patronatem ambasadora Christofera Weila. Jest to inicjatywa prywatna - zbieramy je u znajomych - ubranie, zabawki, lekarstwa, itp. rzeczy i regularnie co środę dowozimy do ośrodka.

Warunki mieszkaniowe

W pokoju nowo narodzonego dziecka czysto i przytulnie. Rodzina uśmiechnięta. Znajoma oddaje pluszowe zabawki jej syna, z których już wyrósł. Przytulanki są jak nowe, nieska­zitelnie czyste. Matka dziecka zgadza się na zdjęcie, ale prosi, żeby nie trafi­ły one do portali spolecznościowych.. ”Po tym, jak na moich oczach eks­plodowała bomba, zdecydowaliśmy na wyjazd” - opowiada. Jest pełna sił, optymistycznie nastawiona do ży­cia. „Pokój mamy duży i ciepły, inni mają mniejsze i gorsze” - kontynuuje, siedząc na łóżku z niemowlęciem na rękach, obok łóżka dziecięcego, pię­trowego. Przy oknie jej starsza córka odrabia lekcje. W mini - korytarzu, przy samych drzwiach, z laptopem, siedzi dumny tato. Przyjechali z Ługańska w czerwcu 2014.

 

K4 05 01 fot.3

 

Wolontariat żeby przeżyć

Nie wszyscy mają tyle szczęścia. Na oczach kobiety z nieco starszą pociechą od wybuchu bomby zginęła cała jej rodzina. Jest bliska postradania zmysłów, potrzebny jest jeśli nie psycholog, to psychiatra. Niestety, pomocy dla dorosłych mniej. Kobietą opiekuje się cerkow', opowiada Oksana, nasza „przewodniczka”. Przyznaje, że nie dało się z nią jeszcze nawiązać kontaktu.

-     Ośrodek zasiedlili ludzie z różną mentalnością, z różnych warstw społecznych. I od razu wszyscy się podzielili - inteligencja do inteligencji, Romowie do Romów itp. Zajmujemy się właściwie wolontariatem. Cho­dzimy po rynkach zbierając pieniądze, kupujemy za nie warzywa i owoce. Na tydzień schodzi worek kartofli - wyjaśnia. Tabliczka w jadłodajni głosi, że posiłki wydawane są strogo po koliczestwie prożiwajuszczich po komnatam. Miał przyjechać Sanepid, by przeprowadzić kontrolę jakości ich przygotowania. Nie wszystkich udaje się wciągnąć do wolontaria­tu - brak motywacji. Dlatego wprowadzono system płac. Za śniadanie „ochotnicy i ochotniczki” dostają po hrywnie, za obiad - po dwie. Tym razem udało się przywieźć 5 kg mięsa. Niestety, za mało na tydzień, więc wolontariusze dodali zebrane wśród znajomych pieniądze - 700 hrywien.

Perspektywy uchodźców w Kijowie

Nikt nie myśli wracać do Ługańska. „Nikt nie chce żyć w zdegrado­wanym środowisku i niepewnego losu dla dzieci” - mówi Oksana. Pra­cowała z mężem w Kijowie, jedna pensja była na wynajęcie mieszkania, druga - na życie. Na oku też miała pracę, w pobli­skiej miejscowości, ale zrezygnowała, ponieważ nie była w stanie opłacać za przejazdy po 30 hrywien dziennie (trochę ponad l euro). Ale ma już za sobą roz­mowę kwalifikacyjną - będzie zastępcą dyrektora organizacji charytatywnej.

 

K4 05 01 fot.5

 

Z pracą - ciężko. Owszem, w Kijowie nadal dużo się buduje i wykwalifikowani budowlani mogą ją znaleźć, ale sęk w tym, iż… niepłatną. Na budowach tłumaczą, że nie ma pieniędzy na wypłaty. Ponadto jest jeszcze jedna przykra sprawa: istnieje niepisana niechęć do przybyszy z Ługańska i Doniecka. Kijowianie im nie ufają: -Można mieć pieniądze, tak jak moja kuma, przyjechać tutaj, wy­nająć mieszkanie i zacząć wszystko od nowa. Ale wszystko na próżno - przeszkadza „rodowód ługański”. W Kijowie panuje nieoficjalna opinia, że są oni winni rozpadowi Ukrainy, ponieważ nie przeciwstawili się agresji i faktycznie poparli Rosjan, a teraz przyjeżdżają tu po lepszy byt! - usłyszałem z ust kijowskiego taksówkarza.

Proukraińscy uchodźcy (ich przeciwnicy znaleźli schronienie za wschodnią granicą) dostają baty za wszystkich. Zdecydowanie lepiej im się powodzi, gdy mają krewnych w miejscowościach, dokąd przybyli. Ci, a chodzi głównie o przedsiębiorców, którym udało się wyemigrować „do Europy”, mogą zaliczać się do wyjątkowych szczęśliwców.

Namiot „krymski" i „źródło" problemu:

W czasie obalania władzy Janukowycza, na Majdanie Niezależności stał namiot „krymski”. Kiedy przechwycono nieruchomości prezydenta - zbiega, momentalnie wieść doszła do ludzi z Ługańska i Doniecka. Komunikat brzmiał: Znaleźć chętnych na zasiedlenie budynku. W mig zebrała się spora grupa chętnych. Zaczęli opuszczać swoje mieszkania i przyjeżdżać pod Kijów. Tak w pewnym sensie „wrobiono” uchodźców. Istocznik, a Oksana uparcie używa słowa ukraińskiego dżerełło, został po mistrzowsku sprywatyzowany. Tak, że nie ma „haka”, by wyegzekwować go od rodziny prezydenta - przestępcy, a jego syn ma już dość uchodźców, którzy tam żyją.

 

K4 05 01 fot.6

 

-      Produkujemy tutaj długi, a adwokat prezydenta robi wszystko, aby wyku­rzyć lokatorów. Nasyła podejrzanych typów, którzy udają, że są „ob­serwatorami” charyta­tywnych organizacji. Na domiar złego, obok mieszkają wojskowi z batalionów „Kijów 1” i „Kijów 2”. Terroryzują oni uchodźców, szczególnie niebezpiecznie jest, gdy ostro sobie popiją. Są prostytutki, alkohol i narkotyki. Bywa i tak, że próbują nas wypędzić w środku nocy do lasu - ujawnia cicho Oksana. - Pojawiają się i inni wojskowi, z batalionu „Ajdar”.

Ten z kolei dzieli się na tych, co walczą w strefie ATO, na kontużenych (rannych) i pseudoajdarowców. Pierwsi wiedzą, o co walczą. „Pourazowi" - dużo piją, a ostatni - wiadomo.

Oksana wraz z zarządem czeka właśnie na sowietnika ministra, który ma się zjawić na rozmowy. Wcześniej próbowała bezskutecznie nawiązać kontakt z kimś, kto jest odpowiedzialny za uchodźców. Ale zbywano ją, aż przypadkowo trafiła na „wysoko postawioną” osobę. Wzywali niejednokrotnie policję, przyjeżdżał nawet Berkut. Obawia się, że mogą „wykurzyć” stąd uchodźców, a potem zablokują drzwi do budynku. Dlatego wartę nocną pełnią tutaj ich mężczyźni. Cała nadzieja w doradcy.

Więcej szczęścia mają uchodźcy z Krymu, ponieważ dostali oficjalny status przesiedleńca. Mieszkają w ośrodku „Sputnik”, trochę dalej za „Istocznikiem”. „Kryniczanie" przyjaźnią się z „Atowcami”.

W świetlicy dziecięcej

W ośrodku znajduje się 95 dzieci. Chodzą do pobliskiej szkoły, zapis do przepełnionych przedszkoli graniczy z cudem. Dzieci akurat kleją laurki. Na kartkach - żółte i czerwone tulipany z listkami z bibuły. Potem porządkują po sobie i biegną pochwalić się swymi pracami.

Rozmawiam z mamą z trzymiesięcznej Żeni. Jest również z Łu­gańska. Zastanawiamy się, czym możemy pomóc. Mama Żeni jest szczęśliwa, bo ma męża przy sobie, nie jest sama. Kiedy dowiaduje się, że jestem z Wilna, mówi, że oglądała niedawno w ukraińskiej telewizji program o Litwie.

 

K4 05 01 fot.6

 

Gdy przywozimy upominki, w salce zbiera się pokaźna grupa dzieci, głośno jak w „ulu”. Nasze dzieci również chętnie dołączają do zabawy. Nastolatki siedzą pod ścianą na podłodze. Ojciec Żeni co jakiś czas strofuje niesfornych malców.

Świetlica starszych dzieci znajduje się w piwnicach, obok magazy­nów z ubraniem i artykułami chemicznymi. Młodzież ma tu biliard. W drzwiach ze sklejki - dziura na wylot. Są zamknięte i przez nią wyglądają na nas ciekawskie buzie.

Oceniamy stan „magazynów”: w pierwszym pokoiku - odzież dzie­cięca. Brakuje jej dla dzieci w wieku od 6-14 lat. „Chemią” zajmuje się Julia. Dalej - odzież męska i żeńska. Potrzebują wszystkiego: środków czystości i higieny osobistej, mydła i proszków do prania.

 

K4 05 01 fot.7

Pytam na pożegnanie, gdzie jest „nasz” Krymski Tatar. Rozdaje w stołówce pomarańcze. Pytam, czy mogę powołać się na naszą rozmowę. Nie tylko można, no i nużna - mówi Oksana.

Wozy pancerne jako dawcy części na tle cerkwi

22 lutego w internecie pojawił się zapis: Киев начинает играть красиво - Kijów zaczyna grać ładnie. Baner na lotnisku w imieniu władz zapraszał na wystawę zdobytej na wschodzie kraju wojskowej techniki. Odbyła się ona na placu przy Monastyrze i w Soborze Michajłowskim, skąd całkiem blisko do MSZ. Półokrągły budynek, w którym po odzyska­niu niepodległości zadomowiło się ministerstwo, stoi na miejscu zabytko­wej cerkwi Trzech Świętych, wysadzonej w powietrze przez bolszewików w latach 30. Sobór, który nie mógł sąsiadować z ówczesnym budynkiem KC Komsomołu Ukrainy, wysadzono również. Na jego miejscu miał sta­nąć drugi gmach, by zwieńczyć półpierścieniem ca­łość budowli. Na szczęście, nigdy nie doszło to do skutku, ponieważ po wojnie trzeba było odbudować Kijów. Błękitnobiały monastyr ze złotymi kopułami w drugiej połowie lat 90. za sprawą Leonida Kuczmy odbudowano od zera. Zajmował się tym bardzo poważany architekt Aleś Honczar. W kijowskim centrum jest jego ulica, kilka innych instytucji nosi jego imię.

 

K4 05 01 fot.8

 

Co może „Smiercz”

W dniu wystawienia techniki na Placu Michajłowskim, gdzie stoi też pomnik świętych - Olgi i Andrzeja, Cyryla i Metodego, nie wpuszczono mnie do środka - taryfę ulgową miały rodziny z dziećmi. Było mnóstwo ochroniarzy - dowiedziałem się potem, że oczekiwano na prezydentów Polski i Litwy, a także Niemiec i Francji.

Tych, którzy chcieli obejrzeć sprzęt wojskowy z bliska, sprawdza­no na wykrywacze metali. Obok czołgu i wyrzutni rakietowej „Grad… o zasięgu 20 km leżał pocisk „Smiercz” - o zasięgu 45 km. Takich Ukraińcy nie mają... Posiadają tylko „Grady”, „Smierczami” natomiast ostrzeliwano ze strony Federacji Rosyjskiej - komentowali mężczyźni.

 

K4 05 01 fot.9

 

„Smiercz” leżał na kilku paletach wzdłuż, bo to „długa” rakieta, wyrzutnia „Grad” jest zamontowana na ciężarówce. Dalej dwa beteery (BTR) - wozy pancerne, ciężarówka wojskowa. Całość dopełniona spalonymi samochodami osobowymi. Wystarczył ten obrazek, by uzmy­słowić sobie ogrom zgrozy.

Refleksje nad pobiedą

Dzień wcześniej prospektem Pieriemohi-Pobiedy wieczorem prze­mknęła eskortowana przez policję kolumna techniki wojskowej. Widok był nietypowy, ponieważ dotąd w Kijowie można było spotkać tylko żołnierzy obu płci, zarówno w metro, jak i w innych rewirach miasta.

 

K4 05 01 fot.10

 

Przywykło się do dżipów z zony ATO, punktów zbiórki darów na wojsko, wozów agitacyjnych podczas imprez masowych - takich, jak np. rocznica Majdanu. Czołgów i wyrzutni dotychczas nie było. Jadą na Wschód - przemknęło mi przez myśl.

 

 

K4 05 01 fot.11

 

Prospekt Zwycię­stwa obok cyrku przechodzi w ko­lejny - Tarasa Szewczenki. A nad nim - pięcioramienna złota gwiaz­da, na potężnym i wysokim ka­miennym cokole. Nawet kierunek przejazdu kolumny się zgadzał, po­nieważ prowadził na wschód. Nie wiedziałem jeszcze nic o wystawie. Lubię tę arterię. Samochodem można stąd sprawnie dostać się do innych dzielnic stolicy. Pod warun­kiem, że nie ma korków. Czasem tu auta mkną 90-100 km na godzinę. Mnie się zdarzyło również jechać i w żółwim tempie. Spadł wtedy świeży śnieg, który sypał od rana i sparaliżo­wał miasto na dwie godziny.

 

K4 05 01 fot.12

Mknące po prospekcie Pobiedy rosyjskie wozy pancerne po wystawie miały posłużyć jako „dawcy części" („donory”) technice w strefie ATO, a niepotrzebne oddane na złom. W każdym bądź razie unijni prezydenci mieli okazję w asyście Poroszenki obejrzeć zdobyczne bojowe wyposa­żenie rosyjskie na ukraińskiej ziemi.

 

                                                     Maciej Mieczkowski

© 2013 - 2017 Magazyn Polonia. All Rights Reserved. Designed By E-daron.eu

Please publish modules in offcanvas position.