flahapl Polska Flag of Germany.svgDeutschland 
  • IMG_0182_new.JPG
  • K2_09-4_01_Slaska_fot.1.png
  • Szydlo_new.jpg
  • U4prezydenta.jpg

TANIE CITY, OSTATNIE ZMIANY, PO „SEZONIE”

W Kijowie było piękne i długie, gorące lato. Podczas kanikuły prokuratorzy, którzy pracowali za poprzedniego prezydenta, pozostali nietknięci, oligarchowie również, wzięto się natomiast za milicję. Doszło do ekscesów na zachodzie kraju, pod węgierską granicą, z działaczami Prawego Sektora. Ich bojówkarze zaczęli blokadę granicę z Krymem, Ukraina zabroniła przelotu rosyjskim liniom lotniczym, a także samolotom wojskowym nad swym terytorium. Mer Kijowa Kliczko jako pierwszy zadeklarował się na następną kadencję, kupując przy tym dla stolicy trzydzieści trzydziestoletnich tramwajów z Pragi. Nie inaczej jak jest to zachęta, żeby kijowianie głosowali na jego kandydaturę. W tle echa wojny na wschodzie.

 

Najtańsze „city”

Z rankingu szwajcarskiego banku UBS wynika, że jeśli chodzi o koszty życia, Kijów zajął ostatnie miejsce wśród metropolii na świecie. Koszty życia rodziny w ukraińskiej stolicy wynoszą przeciętnie 1237 dolarów, plus ok. 540 za mieszkanie miesięcznie. Najdrożej w Zurychu, gdzie miesięcznie trzeba wydać 3600 dolarów, dalej plasują się Genewa i Nowy Jork.

Statystycznemu mieszkańcowi Zurychu za godzinę pracy, po zapłaceniu podatków, pozostaje 41 dolarów. To 21 razy więcej niż w Kijowie, Jakarcie lub Nairobi – miastach, które zamykają ranking. Inaczej mówiąc, mieszkaniec Kijowa zarabia tylko 5 proc. wynagrodzenia mieszkańca Zurychu. Natomiast koszty życia są tu mniejsze tylko 2,8 razy. Bank UBS raz na trzy lata publikuje wyniki badań na podstawie 112 rodzajów produktów i usług. Kiedy w ciężkich zimowych miesiącach, gdy konflikt z Rosją przybrał na sile i ukraińska waluta leciała w dół, wykwintne danie, np. przemyślne pasztety, ślimaki, owoce morza, z domowym, elegancko serwowanym chlebem, sery i inne przysmaki w francuskiej czy włoskiej restauracji kosztowały tu równowartość bardzo prostego dania w Unii Europejskiej. W internecie zachęcano do odwiedzenia stolicy Ukrainy, z menu jednej z restauracji, w której takie dania kosztowały tyle, ile kanapka w barze szybkiej obsługi na Zachodzie.

 

Nowe służby porządkowe

 

Właśnie w czasie sezonu ogórkowego zarządzono reformę, w rezultacie której skorumpowana milicja przestała istnieć i zamiast niej powołano policję. W lipcu ok. 800 świeżo upieczonych funkcjonariuszy zaczęło służbę. Zmiany dotknęły całości: zwolniono wszystkich milicjantów, a nowi funkcjonariusze, po przejściu rozmowy kwalifikacyjnej i wysłuchaniu specjalnego kursu, dostali inne – czarne mundury na wzór amerykański, niczym w komedii Akademia Policji. Ze starego uniformu pozostała okrągła czapka z daszkiem. Policja pozyskała także „czapki bejsbolowe” i nowe odznaki. Wyposażono ją w nowoczesne wozy policyjne. W internecie debatowano na temat wyglądu pojazdów patrolujących, w końcu postanowiono, że na białych autach mają „przewijać się” niebieskie i żółte linie, tworząc wizerunek godła kraju. Stróże prawa paradują dumnie po mieście – są bardziej medialni, uśmiechnięci i pewnie gotowi do działania. Wśród nich nie brakuje ludzi, którzy próbowali swych sił w wielu zawodach, a do policji przyszli z poczucia obowiązku, w dodatku to prestiż. Kobiety są na równi z mężczyznami, tworzą „parytet” i pozują do zdjęć, robią z chętnymi „selfie”. A ponadto nowi funkcjonariusze będą nieprzekupni, znają języki obce, a także co istotne – prawa obywateli.

 

Drogówka zaczyna być widoczna

 

„Wzięli się nareszcie za tych z drogich dżipów” – informuje znajoma. „Poprawia się ruch drogowy” – dodaje inna. A bywa on jakże utrudniony – w wielu miejscach nawalają semafory, ulica dławi się i korkuje. Wtedy policjant …znika, jakimś magicznym sposobem uruchamia semafory i wszystko wraca do normy. O czuwaniu nad tym drogówki przypomina zaparkowany radiowóz. Wcześniej milicjant przyjeżdżał na żyguli i usiłował nieporadnie „dyrygować” ruchem. Co więcej – nowa ukraińska drogówka zaczęła zatrzymywać pojazdy, egzekwować przestrzeganie przepisów.

Rzecz jasna, nie zawsze to się jej udaje, bo nagminnie nadal łamane są choćby zasady parkowania. A częstym sprawcą korków bywają właśnie źle zaparkowane auta, wciśnięte „na trzeciego”. Jako reguła bywają to „wypasione bryki”, które wszyscy potulnie, choć i nie bez trudu omijają. Policji wtedy ze świecą szukać, a nawet jak i jest, pozostaje bezsilna. Bo kierowca nie ma czasu, bo aut dużo, a miejsc mało, bo praca i biznes, wreszcie – demokracja, no i …prawa człowieka! Wściekli internauci podpowiadają, że o takich wypadkach nie trzeba informować wszem i wobec na facebooku, tylko zadzwonić pod numer 112. Ponoć to działa.

Mikroorganizm społeczeństwa

 

Zaryzykuję stwierdzić, że korki to mikroorganizm społeczeństwa. Czuć w nich relacje, które w nim zachodzą: ten, kto ma większe, lepsze i mocniejsze auto – jest szybszy i niebezpieczny. Takiego się należy bać. Mniejsze i „normalne” auta próbują szczęścia gdzie się da i jak się da. Na szarym końcu zdezelowane sowieckie wozy – ich kierowcy muszą potulnie czekać na łaskę, czując „oddech na plecach” tych pierwszych i dziękować, że pozwalają im jeździć. Ten, kto ma kasę, ma władzę. Ale tak czy inaczej – wszyscy łamią prawo jednakowo – i ci, co mają „władzę”, i ci, co ją by chcieli mieć. I tutaj, w odróżnieniu od krajów UE, jest przyzwolenie na tego typu praktyki. Nieprędko upora się z tym nowa, a może i jeszcze nowsza policja.

Mężczyźni i kobiety

Organizacja „La Strada – Ukraina” przyznała nowym funkcjonariuszom honorowy tytuł za praktyczny wkład w realizację zasady równych praw i możliwości mężczyzn i kobiet. Według pierwszego zastępcy ministra spraw wewnętrznych Eki Eguładze, w kijowskiej policji 27 proc. podań o pracę składają kobiety. 22 września wręczono wyróżnienie za „genderową równość” przedstawicielkom i przedstawicielom resortu. Z czasem wszystkie organy milicji mają się przeobrazić w policję. Na razie razem z Kijowem reformę policji już przeprowadza Odessa z merem Sakaszwilim i Lwów.

 

W ostatni weekend babiego lata do Pirogowa...

Ponoć Pirohiw to największy skansen Europy. Założony został w 1969 roku, znajduje się na południowo-wschodnich rubieżach ukraińskiej stolicy. Na 131 hektarach znajdują się chaty i „infrastruktura” z pradawnych regionów Ukrainy – m.in. Polesia, Podola, Karpat, Naddnieprza, Połtaw. Wejście kosztuje trochę ponad 1 euro. Na bilecie wstępu jest mini mapka skansenu z prawidłami zachowania się w narodowym muzeum-skansenie. Należy: 1. Nie palić; 2. Nie śmiecić; 3. Nie zrywać kwiatów; 4. Nie rozpalać ognisk, 5; Nie niszczyć roślin i drzew, architektonicznych obiektów muzealnych i innych sprzętów...

Oprócz cerkwi, chat, młynów, stodół, a także skrawków pól i lasów, znajduje się „teren restauracyjny” – z budami, przeważnie podciągniętymi pod „styl ukraiński”. Są to namioty z cechami tymczasowości, z drewnianymi ławeczkami, pospolite są reklamy wódki. Uśmiechnięte Ukrainki i malowniczy Kozacy w strojach ludowych – obowiązkowo haftowanymi, za ladą oferują jadło i picie. Przeważnie szaszłyki o niewyobrażalnie dużych porcjach mięsa, różnego rodzaju placki (bliny) ziemniaczane. Króluje tzw. kuchnia regionalna, wszędobylskich na Zachodzie frytek nie widziałem. Do piwa można zamówić chleb smażony, ale nie taki jednak dobry, jak na Litwie. Do mięsa są pieczone warzywa i jarzyny, choć niekoniecznie. Zamawia się horiłkę, ale znaczna część zwiedzających popija przyniesione ze sobą alkohole, ponieważ na terytorium skansenu dozwolone jest urządzanie pikniku. A jakiż to piknik bez picia!?

 

W Pirogowie odbywają się różne festiwale, ale na ławkach przy scenie amfiteatru zwiedzający też raczą się jedzeniem i piciem. Nastrój sielanki. Para młodych wymienia słodkie całusy, obok piknikuje rodzina, dalej chmara dzieci – ujeżdżających konika, który człapie po wypalonej słońcem trawie, inne jeżdżą wypożyczonymi rowerkami. Ktoś świętuje urodziny, a podpite towarzystwo śpiewa tak głośno, że głos dobiega nie wiadomo skąd... Bezdomny pies jest też częstowany szaszłykami.

Wszystko to odbywa się w tle tu i ówdzie zaparkowanych w krzakach aut. Trzeba uważać na samochody i motocykle na drogach wewnętrznych, choć przy bramie „jak byk” stoi zakaz wjazdu. Ale któż by tym się przejmował? Ochrona ulegle raz po raz otwiera szlaban.

Tymczasem na placyku obok wejścia, w asyście nowego wozu policyjnego z włączonym kogutem …trwa prawidłowe parkowanie. Pracownicy skansenu kasują drobne opłaty, a wychodzących pytają uprzejmie, czy oddaliby im wykorzystane bilety wstępu...

Choditi po polu zaboroneno

 

Nie wiadomo po co takie tabliczki istnieją, skoro wszyscy chodzą jak chcą. Trochę dalej od zgiełku, na wzgórku stoją nadszarpnięte przez czas i brak remontu stare młyny. Nadłamane skrzydła robią przygnębiający widok. Tu i ówdzie spada jakaś cegła lub kawałek deski ku uciesze chłopców. Grupka młodzieży próbuje się wspiąć na wiatrak. Młoda, przebrana w lniane hafty dziewczyna, pozuje do zdjęć, wysila się na ponętne miny i pozy. Parę innych modelek czeka na swoją sesję zdjęciową. W dolince las o barwach jesieni. Na widnokręgu – drewniane zabudowania z słomianymi dachami. Dojrzałe barwy zachodzącego słońca dopełniają idylli.

Babie lato trwało do końca września. Wieczorami, gdy wielkiego miasta tumult ustawał, nawet w centrum Kijowa na niebie słychać było skrzeczące ptaki. Odlatywały sznurami na południe. Sezon turystyczny zdecydowanie dobiegł końca. Można się szykować do zimy.

 

Maciej Mieczkowski

© 2013 - 2017 Magazyn Polonia. All Rights Reserved. Designed By E-daron.eu

Please publish modules in offcanvas position.