flahapl Polska Flag of Germany.svgDeutschland 
  • IMG_0182_new.JPG
  • K2_09-4_01_Slaska_fot.1.png
  • Szydlo_new.jpg
  • U4prezydenta.jpg

Redaktor Bogdan Żurek mieszka w Monachium od 1984 roku. Powszechnie znany i szanowany, nie tylko wśród bawarskiej Polonii, był działaczem niepodległościowym i redaktorem Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Wydawał i pisał do prasy polonijnej. Robi to do dzisiaj. Wchodzi w skład redakcji Magazynu Polonia, jest redaktorem naczelnym wychodzącego na południu Niemiec polonijnego czasopisma Moje Miasto. Pracuje jednocześnie (do jesieni, kiedy to przejdzie na emeryturę) w administracji Uniwersytetu Technicznego w Monachium. Cieszący się doskonalą opinią u przełożonych, lubiany przez kole­gów, uwielbiany przez koleżanki, obchodził ostatnio swe 65. urodziny Na TUM (Technische Uniwersität München) uczczono to przyjęciem, z mowami gratulacyjnymi i prezentami. Miejsce Jubilata przy urodzinowym stole udekorowano proporczykami Bawarii i Polski, była biało - czerwoną flagą a nawet polskim hymnem narodowym, odegranym z... iPhonea! Aż trudno uwierzyć, że to wszystko dzieje się w mieście, w którym jeszcze nie tak dawno rodził się faszyzm, w którym palono synagogi, a na jego obrzeżach, w Dachau, funkcjonował jeden z najokrutniejszych obozów koncentracyjnych, w którym Polacy należeli do najliczniejszej grupy więźniów.

Utrwalić przemijającą historię istnienia, działalności człowieka i często niszczących sił natury. Zasadniczą rolę malarską speł­niała faktura oraz fascynacja przestrzenią, światłem i cieniem. Moje malarstwo pole­ga na indywidualnym traktowaniu struk­turalnej płaszczyzny obrazu i to pozostało w mojej twórczości do dzisiaj. Poszukuję różnych technologicznych rozwiązań płasz­czyzny płótna i osiągnięcia niepowtarzalnych efektów struktural­nych, niezależnie od tego, czy to jest pejzaż, czy jego fragment, czy też malarstwo figuratywne. „Malarz to osobowość, a nie kierunek, a malarstwo to manifestacja swojego istnienia " - mówił Jonasz Stern. Bliskość wypowiedzi człowieka, jego historia, przyszłość powinna być oparta na czynniku emocjonalnym. Są to notatki - obrazy przeszłości i działania człowieka, historii w postaci różnych symboli, śladów istnienia kogoś piszącego na ścianie, która czasami pęka. Mikropejzaż z jednej strony, z drugiej - przemijanie. Szukam indywidualnej wypowiedzi ma­larskiej, połączonej z historią człowieka którego istnienie nie kończy się za jakimś horyzontem czy zamkniętym murem. Nabiera to pewnej refleksji nad czasem, który dla każdego z nas jest pewną radością i bólem.

                                         Andrzej Jan Piwarski


Okazało się, że to ja mam napisać o jubileuszu, a nie jak zwykle nasza polonij­na reporterka - Krysia Koziewicz. I nagle zwaliło mi się na głowę zadanie, z którym nie sposób sobie poradzić. Bo ogrom tego, co przy tej okazji należy napisać, po prostu przytłacza. Trzeba wybrać.

Monika Polakowska Lipiec 1979 i nareszcie wakacje. Skończyłam szkołę podstawową i dostałam się do szanowanego liceum w Warszawie. Zamiast wyjazdu na wczasy, przeprowadzamy się z dobrego, starego Powiśla, do najwyższego bloku na dolnym Mokotowie. Zamieniam widok na ogródek i bzy, które sadziła moja babcia, na szare blokowisko z perspektywy okna na 9 piętrze. Któregoś dnia po przeprowadzce śni mi się, że na ulicach nie ma ludzi ani samochodów, a zwykle głośne i ruchliwe skrzyżowanie obok naszego no­wego domu jest zupełnie puste. Jest bardzo spokojnie. We śnie wiem, że jest wojna, ale nie boje się. Zapominam szybko o tym bezsensownym śnie 13 grudnia 1981 roku w Warszawie. Jest niedziela. Budzę się i myślę - o jak dobrze, jaki spokój za oknem, nie słychać wcale samochodów, pędzących non stop sześciopasmową Wisłostradą. Nasze kaloryfery by­wały ledwo cieple, ale tego ranka jest dużo zimniej niż zwykle. Leżąc myślę, jakie klasówki mam w przyszłym tygodniu. Dochodzę do wniosku, że znowu zmarnuję niedzielę na naukę. Zmęczona tą perspektywą, wlokę się w piżamie do pokoju mamy. Siedzi, mocno podekscytowana, ze swoją siostrą, która akurat wtedy była u nas. Dowiaduję się, że jest stan wojenny, co dla mnie oznacza, że jest zimno, nie ma ciepłej wody, nie ma telewizji i co najgorsze - nie ma telefonu. Jak ja porozumiem się z moimi koleżankami? Chyba umrę, jak nie posiedzę codziennie z nimi kilku godzin na linii! Jaruzelski przemawia - nareszcie coś wiadomo. Nie boję się go - jego córka chodziła na te same balangi co ja. Tylko za­wsze czekała na nią obstawa i było mi jej dlatego trochę żal. A poza tym jest super: nie muszę iść do szkoły, tylko jak ja przeżyję ten tydzień bez telefonu? Z ciekawości idę na najwyższe - 16 piętro, żeby z okna klatki schodowej zobaczyć, co dzieje się na ulicach. Na rogu Czerniakowskiej i Gagarina stoi sobie spokojnie czołg.

© 2013 - 2017 Magazyn Polonia. All Rights Reserved. Designed By E-daron.eu

Please publish modules in offcanvas position.