flahapl Polska Flag of Germany.svgDeutschland 
  • IMG_0182_new.JPG
  • K2_09-4_01_Slaska_fot.1.png
  • Szydlo_new.jpg
  • U4prezydenta.jpg

GWIAZDY POLSKIEJ ESTRADY …W ZSRR. NIEZWYKŁY LOS URODZONEGO W BERLINIE ADY ROSNERA

 Esej miał być krótki, z mało znanymi faktami, ale podczas pisania rozrósł się, a źródeł wciąż przybywało. Potem spotkał z zainteresowaniem czytelników, otrzymałem sporo listów. Ba, trafił nawet do zbiorów Muzeum Piosenki Polskiej w Opolu. Po prostu zadałem sobie trudu, by zbadać losy piosenki polskiej …w ZSRR, jakie polskie szlagiery w imperium sowieckim grano i śpiewano. Okazało się, że polska piosenka była tu obecna, a czasami jej wykonawcy mieli dramatyczne losy. Temat ten wciąż powraca i zamierzam napisać kolejną część. Natomiast dla Czytelnika polskiego w Niemczech ograniczę się tylko do losów piosenek i ich wykonawców, którzy osaczeni zostali w ZSRR, zaś po wojnie znaleźli się na uchodźstwie. Naszkicuję też krótko perypetie urodzonego w Berlinie Adi Rosnera, wybitnego artysty, mocno powiązanego z Polską, dziś prawie zapomnianego. Zacznę od Henryka Warsa.

 

 Lwowskij tea-dżaz orkiestr pod uprawlenijem Gienricha Warsa.

 W moich zbiorach był, a może gdzieś jest i teraz, w porozrzucanym pomiędzy Wilnem a Warszawą i dwoma krajami życiu, bardzo dziwny krążek, wydany przez radziecką firmę „Melodia” i Aprelewską Wytwórnię Płyt – „Pamięci 1905 roku” (jakaż nazwa dla wytwórni nagrań!), chyba w latach 80., jako reprint pt. Lwowskij tea-dżazz orkiestr pod uprawlenijem Gienricha Warsa. Z nagranymi piosenkami po rosyjsku również „Jewgienija Bodo”, w tym Nic o Tobie nie wiem – Niczewo nie znaju (również oddzielna płyta – GRK 528, G 10549), a Proszczalnaja piesienka lwowskogo dżaza czyli Tolko wo Lwowie (10550 G-ł) stała się dosłownie pożegnalną piosenką jego życia.

Język rosyjski w nagranych piosenkach jest wyśmienity! Bodo to pseudonim, od pierwszych sylab jego imienia Bogdan i jednego z imion jego matki (Dorota). Artysta właściwie nazywał się Bogdan Eugène Junod i urodził się w 1899 roku w Genewie, jego ojciec był Szwajcarem. W Polsce zrobił zawrotną karierę piosenkarską i filmową, żył – jak to się mówi – pełną piersią, w otoczeniu wielbicielek i wielbicieli, obdarowywany powszechną sympatią, unosząc się na falach cyganerii.

Wszystko przekreśliła wojna. We wrześniu 1939, zostawiając płonącą Warszawę, przeniósł się do Lwowa, a właściwie w jego okolice – do Brzuchowic. Miałem okazję zatrzymać się w tej dziś już dzielnicy Lwowa, w doskonale uposażonym polskim Domu Pielgrzyma, ale żadnych śladów o pobycie piosenkarza w okolicy nie znalazłem. Z początku usiłował zaistnieć w lwowskim Teatrze Miniatur. W 1940 roku do Lwowa przybył jednakże Henryk Wars (wł. Warszawski, zm. 1 września 1977 w Los Angeles), który jako prekursor polskiego jazzu, założył we Lwowie swój big band, po wejściu Sowietów przekształcony w tea-jazz orkiestrę.

Bodo został jej konferansjerem. Artyści niebawem zostali zmuszeni do występów po ZSRR, wystąpili m.in. w Odessie i Kijowie, Woroneżu i Leningradzie. Ich koncerty cieszyły się wielkim powodzeniem. Mimo że jazz był tu ostro zwalczany, publiczności podobały się sprawdzone w Polsce szlagiery. Soliści, a było ich więcej, jak i muzycy z orkiestry, podczas tych wyjazdów poznali jednakże ponurą rzeczywistość sowiecką, a były to tylko początki terroru we Lwowie.

Po powrocie z jednego takiego tournée Bodo postanowił wyemigrować do USA i złożył w tej sprawie dokumenty, ujawniając swoje obywatelstwo szwajcarskie – myślał, że to mu wyjazd ułatwi. Stało się inaczej – po aresztowaniu przez NKWD, jako „element społecznie niebezpieczny” dostał 5 lat ciężkiego „obozu wychowawczego”. Przebywał w więzieniach na Butyrkach w Moskwie i w Ufie. Choć o jego uwolnienie starali się w imieniu ambasady polskiej Stanisław Kot i Tadeusz Romer, to władze sowieckie nie wyraziły na to zgody. Ze względu na niepolskie obywatelstwo Bodo nie objęła go też amnestia dla obywateli polskich.

Zmarł z wycieńczenia i głodu – według radzieckich danych, 7 października 1943 roku. W Polsce Ludowej przez długie lata utrzymywano, że to Niemcy go rozstrzelali po wkroczeniu do Lwowa. W roku 2011 w Kotłasie, na Cmentarzu Makaricha, odsłonięty został pomnik, upamiętniający symboliczną mogiłę artysty – jednej z największych gwiazd polskiego przedwojennego kina, bożyszcza kobiet i idola. O jego życiu opowiada serial pt. Bodo, ale jakoś zrobiony bez polotu, który łączy prawdę historyczną z elementami fikcyjnymi, splecionymi w przedziwną ironię losu, która towarzyszyła Bodo przez całe życie.

Na unikalnych płytach Lwowskogo tea-dżazu z 1940 roku, nagranych przez Sowietów – w cenie 7 rubli za sztukę, wydanych przez NKOM SSSR, niektóre z adnotacją obmiennyj fond – pradarze nie padleżit (fundusz wymiany, zabrania się sprzedaży) i na wspomnianym, wznowionym po 30 latach longplay’u, znalazły się też tango Zapomnienie – Zabwieńje (do słów Feliksa Ref-Rena; GRK 524, 10545 G-ł) w wykonaniu Alberta Harrisa (wł. Aaron Hekelman, zmarł w 1974 w USA), piosenkarza, ale też pianisty i kompozytora, który zasłynął z napisanej w 1944 Piosence o mojej Warszawie, wykonywanej przez Mieczysława Fogga. Po wojnie komponował muzykę do filmów i musicali, potem już w Ameryce.

Był też foxtrot Pierwszy znak – Pierwyj znak (GRK 525, 10546 G-ł) Renaty Jarosiewicz, pseudonim Renata Bogdańska, pochodzącej z Ukrainy artystki rewiowej, później – Ireny Renaty Anders, żony generała Władysława Andersa (ur. 12 maja 1920 w Freudenthalu i zm. 29 listopada 2010 w Londynie, pochowana przy mężu na Cmentarzu na Monte Cassino). Takich płyt zapewne mogło być więcej, ale tyle udało mi się ich zweryfikować.

I jeszcze ciekawostka z repertuaru pani Anders. Przy dzisiejszym odświeżaniu wszystkiego, co wileńskie i lwowskie, chciałbym przypomnieć, że zarówno jedne, jak i drugie takie piosenki śpiewała ta artystka, w tym nieznany zupełnie na Wileńszczyźnie Uśmiech Wilna z lat 50. – ze słowami Ref-Rena i muzyką Ryszarda Franka, z towarzyszeniem jego Orkiestry Tanecznej. Jest to historia …kartki z Wilna – miasta, jakiego już nie ma, ze słowami wtedy bardzo „niepoprawnymi politycznie”.

Miałem szczęście, przyjemność i zaszczyt, poznać w roku 1991 panią Renatę Anders, a nawet w towarzystwie również Ryszarda Kaczorowskiego zjeść razem obiad w Londynie. Więcej mowy było wtedy o wojnie, zresztą to był bliski temat i dla Kaczorowskiego, który przeszedł szlak wojenny w II Armii Andersa.

Uśmiech Wilna był w repertuarze innej niezwykłej artystki – Weroniki Bell (wł. Ignatowicz, 1915-1999), znanej postaci polskiej emigracji powojennej, urodzonej w Ufie na Uralu, w rodzinie polskich zesłańców. W latach niepodległości mieszkała w Białymstoku, potem w Grodnie. Studiowała w Konserwatorium w Warszawie, a w 1941 wstąpiła do armii, utworzonej przez generała Andersa w ZSRR i też przemierzyła cały szlak bojowy. Jej występy cieszyły się popularnością wśród żołnierzy na Środkowym i Bliskim Wschodzie oraz we Włoszech. W 1948 przybyła do Paryża, gdzie wzięła udział w konkursie Teatru Rewiowego Folies Bergere i niedługo potem rozpoczęła karierę wokalną jako Veronica Bell, a po odejściu Josephine Baker została czołową jego solistką. Jej postać jest dziś zapomniana, a była to artystka największego formatu.

 

Ta ostatnia niedziela

 

Tymczasem w Rosji Sowieckiej gdzieś pojawiała się bardzo często, ale jakoś anonimowo, w radiu i telewizji Ta ostatnia niedziela (1936) Jerzego Petersburskiego (1895-1979, w Warszawie), choć chyba polskim przebojem numer 1 w Rosji Sowieckiej był jego Sinij płatoczek czyli Mała, niebieska chusteczka, grana podczas wszelkich uroczystości wojskowych i nie tylko. Znowuż jakoś anonimowo, jakby w przekonaniu, że napisał ją kompozytor radziecki, albo nieznany. Piosenka zrobiła furorę na świecie: w 1945 roku została spopularyzowana we Francji pod tytułem Le chale bleu, w Anglii – Blue shawl – i Argentynie (tam mieszkał kompozytor przez 20 lat) – jako El panuelo azul.

Przebój został napisany w latach wojny, kiedy to Petersburski mieszkał w ZSRR. Wśród nielicznej inteligencji polskiej w Wilnie krążyła potem opowiastka, może przywieziona z Warszawy, a może z Rosji, że Sowieci bardzo zapraszali wybitnego kompozytora do współpracy, do zamieszkania na stałe w ich pięknym Kraju Rad. Kompozytor miał spełnić tylko jeden warunek: przemianować swoje nazwisko z Petersburskiego na Leningradzki…

Inne szlagiery Petersburskiego, jak Tango Milonga, Już nigdy czy Odrobinę szczęścia w miłości, w Rosji się nie przyjęły. A Ta ostatnia niedziela zabrzmiała bardzo nostalgicznie i dramatycznie, jako lejtmotyw w filmie Nikity Michałkowa Utomlionnoje sołnce, po upadku socjalizmu, w innym kontekście, już rozliczeniowym ze stalinowską epoką. Tytuł filmu też wzięty został z jednej z rosyjskich wersji utworu, a takich wersji było dużo. Ostatnią niedzielę śpiewali setki wykonawców… Muzykę tę wykorzystano w wielu filmach – m.in. w Sybiradzie Andreja Konczołowskiego, a nawet w filmie anonimowanym Bajka bajek (Skazka skazok).

 

Cicha woda brzegi rwie… Ady Rosner

 

Tymczasem na zakurzonych „tancpłoszczadkach”, zamiast parkietów – w parkach, klubach fabrycznych i kołchozowych, w powojennych szarych i biednych latach 50. W ZSRR królowała Cicha woda, znana nam z wykonania zmarłego w wieku 95 lat, a pochodzącego ze Lwowa Zbigniewa Kurtycza, piosenkarza i piłkarza „Pogoni” Lwów. W wersji rosyjskiej z łatwo wpadającym w ucho refrenem, zaczynającym się od słów: Ajda pareń, pareniok... To był przebój nad przebojami!

Muzykę napisał jeszcze w latach 30. Ady (Ady, Edy, a właściwie – Adolf) Rosner, do słów rosyjskich. Był to tekst propagandowy o młodzieńcu, który miał na imię Kostia i który to po studiach nie chciał jechać gdzieś na północ na budowę socjalizmu, tylko był typowym stilagą, który się sprzeda za kolorowy krawat, lubi tańczyć, taki socjalistyczny łodyr’ czyli leń! Stilagami, zboczonymi oczywiście modą zachodnią, byliśmy jeszcze w latach 60-80.

Podobno Kurtycz zaproponował Rosnerowi refren, który stał się motywem i pointą: Cicha woda, brzegi rwie, nie wiesz nawet, jak i gdzie... Autorem polskich słów jest świetny poeta i satyryk Ludwik Jerzy Kern, zaś premiera Cichej wody w tej postaci nastąpiła w roku 1953.

Oczywiście kil­ka słów warto po­święcić Ady Rosnerowi, urodzonemu w Berlinie polskiemu i rosyjskiemu trębaczowi jazzowemu, kompozytorowi pochodzenia żydowskiego. To człowiek legenda, drugi po Armstrongu wtedy trębacz na świecie! W roku 1933, po dojściu nazistów do władzy, wybitny muzyk poprosił o azyl w Belgii. Kiedy mu odmówiono, przyjechał do Krakowa, a potem osiadł w Warszawie. Z wojną, w 1939 z orkiestrą przedostał się do ZSRR, do zajętego już przez Armię Czerwoną Białegostoku. Rosnera odnalazł i zaopiekował się wielki miłośnik jego sztuki – Pantelejmon Ponomarienko, …pierwszy sekretarz KC KP Białorusi. Cenił ją podobno sam Stalin, który był na jednym z jego koncertów. 24 muzyków Polaków z orkiestry poszło do Andersa, ale Rosner stworzył nową orkiestrę. Potem był Leningrad i Moskwa, Rosjanie nazywali go „Johannem Straussem Jazzu” i dali mu do dyspozycji nawet pociąg, by w czasie wojny mógł dawać koncerty. Muzykowi powodziło się wspaniale, w 1944 zamieszkał w hotelu „Moskwa”, na wyciągnięcie ręki od Kremla.

Ale do czasu – do pory, do wremieni… Władze sowieckie podczas wojny były wobec sztuki pobłażliwe. Po wojnie natomiast śpiewano inne piosenki, powstało przysłowie: Siewodnia igrajet dżaz, zawtra rodinu prodast (Dzisiaj gra jazz, jutro zaprzeda ojczyznę). Ady Rosnera okrzyknięto „kosmopolitą” i propagatorem zgniłej kultury Zachodu. Został aresztowany w Łodzi jesienią 1946, po nielegalnym przedostaniu się do Polski, gdzie chciał pozostać. Jego ojciec stąd pochodził, mówił, że jego ojczyzną są Niemcy, ale jest Żydem polskiego pochodzenia. Z Łodzi go przewieziono na Łubiankę do Moskwy, dodatkowo z zarzutami znacznie większymi – „zdrady ojczyzny” i szpiegostwa. Po ośmiu miesiącach Rosnera złamano i wymuszono do przyznania się do niepopełnionej winy. Dostał 10 lat łagrów, jednakże czekano go i …na zesłaniu! Został „Jazzmanem Gułagów” i prowadził orkiestry łagierników w Chabarowsku i na Kołymie, jego żona Ruth Kamińska trafiła do Kazachstanu. Orkiestry, jakie tworzył na zesłaniu, występowały po kilka razy dziennie, to była nadludzka i wykańczająca praca.

Po wyjściu z gułagu w 1954 powrócił do tego samego pokoju w hotelu „Moskwa” i znowu stworzył orkiestrę. Próbował kilkakrotnie wyjechać, ale jako tego, co „chciał zdradzić ojczyznę” nie wypuszczano. Zajął się więc kompozycjami, stając się znowu „carem” (dosłownie) i jednym z najpopularniejszych kompozytorów radzieckich, wchodził do dziesiątki najbogatszych ludzi w ZSRR. Za wstawiennictwem Nixona (nazwisko muzyka znalazło się na liście osób, których prezydent USA żądał wypuścić z imperium sowieckiego) w 1973 roku, po konfiskacie dobytku artysty, na trzy lata przed śmiercią, wrócił do Berlina, a w Kraju Rad w fonotekach zaczęto wymazywać jego spuściznę. Długo by można pisać o Rosnerze, to materiał na dramat muzyczno-filmowy.

 

***

Takich historii jest znacznie więcej. Na początku lat 50. na radzieckiej estradzie pojawiła się późniejsza jej dama też z innej planety, młodziutka dziewczyna, która przyjechała na studia do ówczesnego Leningradu i tam pozostała, polskiego pochodzenia, a w dodatku z Francji!

Była to Edyta Piecha (fr. Édith-Marie Pierha), córka polskiego górnika Stanisława Piechy i Felicji Korolewskiej, urodzona 31 lipca 1937 roku w Noyelles-sous-Lens, 300 km od Paryża. Od Moskwy po Syberię była niezmiernie i jednakowo popularna Anna German, urodzona w Uzbekistanie, którą kochano i wielbiono, która nadal tam jest uosobieniem anielskiego wręcz śpiewania, a jako człowiek – dobra. Renesansu jej twórczości, co ciekawe – bardziej w Polsce niż w Rosji, gdzie zawsze była lubiana – dokonał serial pt. Anna German. Tajemnica Białego Anioła, w którym rolę kultowej w Rosji piosenkarki zagrała wilnianka Joanna Moro, co momentalnie przyniosło i jej wielką popularność. Ale to już inne i oddzielne tematy, do których warto zapewne powrócić.

Romuald Mieczkowski

© 2013 - 2017 Magazyn Polonia. All Rights Reserved. Designed By E-daron.eu

Please publish modules in offcanvas position.