flahapl Polska Flag of Germany.svgDeutschland 
  • IMG_0182_new.JPG
  • K2_09-4_01_Slaska_fot.1.png
  • Szydlo_new.jpg
  • U4prezydenta.jpg

Jak zwykle przed polskimi świętami zaczynają się rozdzwaniać rodzinne telefony. U kogo w tym roku i gdzie robimy święta? To już chyba taki polski rytuał przedświąteczny, w większości krajów za granicą nieznany. Starsza generacja tradycyjnie dzwoni do siebie, a młodsza rozmawia ze sobą przez WhatsAppa. Niestety starsi też musieli nauczyć się obsługi tych nowych „telekomunikatorów”, kiedy ich dzieci mieszkają poza Unią Europejską. W ten sposób widzą, słyszą i czują się ze sobą ciągle blisko...

Wilno w Warszawie

Wszystko, co jest po prawej stronie rzeki Wisły, to dla starych warszawiaków Praga. I kto po lewej stronie całe życie mieszkał, z reguły nie wie, gdzie jest Praga Północ albo Południe, ale z dawnych czasów wie, że lepiej na Ząbkowską po zmroku nie chodzić. Zagraniczni turyści w ramach poszukiwania mocnych wrażeń coraz częściej zaglądają na Pragę, tym bardziej, że niebezpieczna Ząbkowska staje się kultowym miejscem w stolicy, a najbardziej znany polski emigrant, który z sukcesem powrócił do kraju – Czesław Mozil – założył tam swoją restaurację.

Tuż obok jest słynny przedwojenny Dworzec Wileński, z którego niegdyś kursowały pociągi do Petersburga, a teraz odjeżdżają pociągi do… Tłuszcza, Wołomina i Kobyłki. Pierwszą stacją na ich trasie jest Warszawa – Wilno – Zacisze. Kiedy tam wysiadamy, widzimy dookoła ogródki działkowe i pola, a na tych polach nawet ładne niewysokie bloki. Znany deweloper mieszkaniowy w ramach przedwojennych sentymentów nadał nowo budowanej dzielnicy nazwę Wilno. I jest tu plac Ostrej Bramy, i nawet tablice pamiątkowe znanych wilniuków – z Miłoszem na czele. Tylko pytanie, kogo to interesuje? Większość mieszkańców tego osiedla nie ma pojęcia, czym było i jest Wilno dla Polski. Ale są tu też wyjątkowi właściciele mieszkań – kilkoro wilnian kupiło tu mieszkania dla swoich dzieci i wnuków. W ten sposób połączyło znowu swoje dwie stolice...

 P1190636

Zawsze, kiedy jadę do Polski staram się nastrajać radośnie na spotkania najbliższymi. Niekiedy zmuszona jestem zacisnąć zęby, słysząc: „przytyło ci się” lub „jak tam radzicie sobie z tą hołotą, brudasami” (chodzi o uchodzców, w tym wypadku)? Niektóre, te osobiste komentarze ucinam stwierdzeniem, że świetnie sie czuje we własnej skórze, a odnośnie spraw społecznych zachwalam Polaków na emigracji, którzy pomagają uciekinierom z terenów wojny. Reakcja: „robią gały i milczą”!

To prawda, że w obecnej sytuacji nie odczuwa się tej przyjemności z wyjazdów, co dawniej. Poza tym, kiedy dzieci były jeszcze młodsze, a wnuki małe ładowało sie dużo dobrej energii. Pamietam, jak dawniej zwoziło się cały bagażnik potrzebnej odzieży, kawy, słodyczy, środków czystości bo w kraju niczego poza octem i zapałkami nie było. Rodzinka na jakiś czas zostawała w miarę dobrze zaopatrzona, nie liczyło się wydawanych pieniędzy, bo jakże to wypada? Wszak dla dobra dzieci! Czasy się zmieniły, w Polsce zaopatrzenie jest takie same, jak na Zachodzie, więc nie ma już potrzeby „wozić drzewo do lasu”. Pozmieniały się też relacje w rodzinie, także pomiędzy dziećmi, które stały się dorosłe. Praktycznie role nieco odwróciły się, młodzi zarabiają na siebie, nie potrzebują pomocy żyjąc w dostatku, a matka, ojciec, od kiedy zostali emerytami, rencistami wiążą jakoś koniec z końcem. Niezależnie od miejsca zamieszkania czy to w Polsce czy Niemczech!

Niezwykle rzadko zdarza się w życiu spotkać kobietę, która w wieku 99 lat żyje niemniej intensywnie niż niejedna sześćdziesięciolatka czy osiemdziesięciolatka. Jak dożyć tak zacnego wieku? – rzuca się na ustach pytanie? Czyżby zadziałały w tym wypadku geny, a może styl życia?

Kiedy od znajomej dowiedziałam się o istnieniu wiekowej damy zapaliła mną ochota poznania tajników jej długowieczności. A nuż jest coś do podglądnięcia, naśladowania i naprawienia własnej kondycji mając okrągłe 60 lat.

Pierwsze spojrzenie na 99 - latkę zaskoczył wygląd. Owszem, sporo zmarszczek ze względu na szczupłą posturę, ale że babcia czyta bez okularów byłam tym widokiem zaskoczona. Jak na swój wiek trzymała się nieźle fizycznie, choć wymagała pomocy podczas przemieszczania się po mieszkaniu .

Credo życiowe babci w telegraficznym skrócie można w ten sposób scharakteryzować:

  • codzienny wysiłek fizyczny na świeżym powietrzu bez względu na pogodę: mróz, śnieżyca, deszcz, grad, pioruny nie stanowiło żadnej przeszkody by zrezygnować z długiego spaceru! Dla babci ważna była informacja, jaka jest temperatura na dworze ażeby odpowiednio ubrać się.
  • spożywanie posiłków w regularnych odstępach czasowych (ani minuty wcześniej, ani później).
  • codzienne czytanie książek, prasy, gry w karty, warcaby i inne stolikowe gry.

Jak to dobrze, że w tym roku dzień św. Barbary wypada w niedzielę. Co prawda od ponad trzydziestu lat, czyli od wyjazdu z kraju, z górnictwem łączą mnie tylko wspomnienia i sentyment do tamtych młodzieńczych chwil spędzonych w kopalnianych czeluściach, ale mimo to zawsze czuję, że jest to moje, także moje święto. Dzień Górnika przypomina mi nie tylko o mojej odległej już przeszłości, o czasie spędzonym w przykopalnianej szkole górniczej oraz technikum, ale przede wszystkim o ludziach, którzy w tamtym okresie towarzyszyli mi w codziennym życiu. Przypomina mi o spędzonych pod powierzchnią ziemi trzydziestu dziewięciu miesiącach ciężkiej, ale jakże interesującej roboty. To właśnie tam rodził się we mnie szacunek do odpowiedzialności za siebie i innych, szacunek do pracy, szacunek do drugiego człowieka. Moja prawdziwa lekcja życia, a tak nazywam czas spędzony pod ziemią, nauczyła mnie postrzegania innych nie przez pryzmat wykonywanej przez nich pracy, ich wykształcenia i obyczajowości, ale przez to jacy są pod zewnętrzną powłoką swojego „jestestwa”. Większość ludzi, których wówczas poznałem, mowa tu o górnikach, to byli mężczyźni na zewnątrz gruboskórni, bez ogłady, często trywializujący otaczającą ich rzeczywistość, którzy tam pod ziemią byli prawdziwą wspólnotą, bractwem gotowym wspierać siebie nawzajem w każdej sytuacji. Byli prawdziwym symbolem tego, co kryje się pod filozoficznym terminem Homo sapiens, obrazem człowieczeństwa…, i to tego rozpoczynającego sie od wielkiego „C”.
Kto nie poczuł unoszącego się w powietrzu smaku człowieczego potu , zmieszanego z wszelkimi zapachami tego, co „mateńka ziemia” skrywa w swoim wnętrzu, kto nie zaznał „dobrodziejstwa” przebywania kilkaset metrów pod ziemią, w miejscu pozbawionym światła i wolnej przestrzeni, kto nie zobaczył trudu rąk wydobywających dla całego naszego społeczeństwa , polskiego „czarnego złota”, na którym od pokoleń opiera się nasza gospodarka, ten nie jest w stanie docenić i zrozumieć wyjątkowości specyfiki zawodu „Górnik”.

Strona 1 z 2

© 2013 - 2017 Magazyn Polonia. All Rights Reserved. Designed By E-daron.eu

Please publish modules in offcanvas position.