flahapl Polska Flag of Germany.svgDeutschland 
  • IMG_0182_new.JPG
  • K2_09-4_01_Slaska_fot.1.png
  • Szydlo_new.jpg
  • U4prezydenta.jpg

JEDNOŚĆ NIEMIEC. SŁUCHAJĄC PRZEMÓWIENIA prezydenta Joachima Gaucka w Dreźnie

160616 Duda Berlin 4 Rede

Piszę o 26 rocznicy Zjednoczenia Niemiec tylko i wyłącznie z uwagi na wspaniałe przemówienie, jakie tego dnia wygłosił w Semperoper w Dreźnie prezydent Bundestagu czyli niemieckiego sejmu, profesor doktor Norbert Lammert.

Będę je tu obszernie cytowała. Myślałam, że się będę musiała naszukać w sieci, tymczasem znalazłam je natychmiast. W internecie jest specjalna strona, gdzie się wszystkie mowy Lammerta publikuje i archiwizuje. A może wszystkie mowy na świecie…

Zanim zacznę czytać, zatrzymuję się przez chwilę przy uwadze umieszczonej pod tytułem wystąpienia – es gilt das gesprochene Wort czyli wiążące jest to, co zostało powiedziane. Podoba mi się, ale już z góry zaczynam się martwić, bo co jeśli nie znajdę tego, co Lammert powiedział, bo co jeśli w tekście nie było tego najśmieszniejszego kawałka, jaki mi się w życiu zdarzyło usłyszeć w przemówieniu polityka…

Z przemówieniami jest jak z kazaniami w kościele. Właściwie się ich nie słucha, człowiek się nudzi jak mops, a mimo to nie słucha i nie słyszy, oczy wędrują po witrażach i freskach, jeśli to kościół, lub stiukach i kandelabrach, jeśli to takie miejsce jak Opera Sempera, gdzie zebraliśmy się wszyscy 3 października, oczy zatem zahaczają o fryzurę prezydenta i falbanki przy spódnicy jego towarzyszki, zatrzymują się na stroju pani kanclerz, a myśl myśli sobie jakieś myśli, jak jej świśnie… Teraz myśl myśli myśl, że miały być sukienki (na zaproszeniu znajdowała się wyraźna instrukcja dunkler Anzug kurzes Kleid), a pani kanclerz ma na sobie spodnie i żakiet… Zresztą wiele pań i panów nie trzyma się obowiązującego dress code. Ten Gottfried Semper był architektem, trzeba sprawdzić kiedy żył (już wiem, od czego komórki z łączem do sieci, 1803-1879)…

Takie sobie rozmyślania. Całe dzieciństwo tak słuchałam kazań w kościele, bo naprawdę jestem wzrokowcem i nie umiem słuchać, a ucho i umysł przywykły do chronienia się przed tekstem wygłaszanym oficjalnie i niejako z góry, choć w tym wypadku to Lammert stoi na dole, na scenie, a ja siedzę na emporze… Tak samo się słuchało mów Gomułki, były o tym jakieś dowcipy… Kółko kółko kółko kółko kółko… czyta Gomułka, Towarzyszu Wiesławie, tego się nie czyta, to pięć kółek olimpijskich… Tak naprawdę zaczęłam słuchać tego, co się mówi z góry, kiedy kazań już dawno nie wygłaszano z ambony, a mowy, krótkie i treściwe, nasz przywódca wypowiadał na przykład skacząc przez mur. Był rok 1980 i zarówno kazania jak przemówienia stały się bardzo ważne, a teraz jest znowu ciężko, dziś jest czarny protest, trzeba sobie było kupić na dzisiejszą okazję nową małą czarną, byłaby zawsze jak znalazł i oddawałaby dobrze to, o czym dziś myślę i co mnie dziś zajmuje. I jakby mi ktoś zdjęcie zrobił, to by wyglądało odpowiednio. Ale ja niestety kupiłam sobie granatową sukienkę i granatowe szpilki, i teraz jestem całkiem nie na miejscu. No ale skąd mogłam wiedzieć, jak kupowałam ten wymagany w zaproszeniu kurzes Kleid, to Kleid, bo sukienka po niemiecku jest rodzaju nijakiego, może dlatego tak wyglądały te sukienki podczas uroczystości – nijako. W ogóle podstawowym eleganckim strojem kobiecym, zwłaszcza dla kobiet w pewnym wieku, jest w Niemczech ciemna spódnica (lub spodnie) i biała bluzka. Jak na akademię szkolną. Ale to była akademia, tyle że na wysokim poziomie…

Z rozmyślań wyrywa mnie dziwny fakt, że jednak słyszę, co mówi Lammert i że słyszę to, zanim dobiegną mnie pierwsze oklaski, bo w tej kwestii nic się od czasów mojego dzieciństwa nie zmieniło – oklaski po trafnych wypowiedziach. Za Komuny był jak sądzę jakiś oficjalny klakier, który wiedział, co trzeba podkreślić, a co potem prasa zapisywała jako (oklaski) lub (burzliwe oklaski). Teraz obywatel decyduje sam i mam wrażenie, że jedne takie (oklaski) to nawet ja zainicjowałam, bo tak mi się spodobało to przemówienie i fakt, że mi się podoba… Lammert mówi, że to przyjemnie, że możemy się cieszyć z tego, iż dane nam jest świętować jedność w wolności. Einheit in Freiheit. To ten rym mnie obudził z letargu.

Man darf sogar dagegen sein… można być za, a nawet przeciw. Przed budynkiem opery stało kilkaset osób i gwizdało. AfD albo Pegida, co w Dreźnie na jedno wychodzi. W prasie przeczytam potem, że dostali od jakiegoś sponsora trzysta gwizdków i tymi gwizdkami na nas gwizdali. Oczywiście bardziej ich interesowało gwizdanie na Angelę i Joachima niż na mnie, no ale na mnie w końcu też gwizdali. Podobno jak się wydzierali, to słychać było wyraźnie, że głównie są przeciwko Merkel, ale szczerze powiedziawszy, jak się człowiek znajduje w strefie VIPów, a wszyscy się tam znajdowaliśmy, to tych gwizdów i ryków nie odbiera się jakoś specjalnie osobiście. Są daleko i nieistotne. Merkel i konsorcjum pofatygowali się do demonstrantów, prasa oczywiście za nimi, dlatego wszyscy wiedzieli, o co chodziło wywrzaskiwaczom (ogólnie byli przeciwko wszystkiemu, a Merkel to już traktowali jak ostatnią szmatę, za to że, przyjmując uciekinierów, zszargała cenne wartości niemieckie – skądś znam tę retorykę), ale my to słyszeliśmy z dala czyli tak jakbyśmy nie słyszeli… Potem przeczytam, że jedna pani ministra popłakała się, gdy przyszło jej przechodzić przez tłum warczących wściekłych psów z gwizdkami…

To o nich mówi Lammert, że ci, którzy dziś najgłośniej wrzeszczą i gwiżdżą, i oburzają się, nie pamiętają najwyraźniej, jak to było tu przed niespełna 30 laty, zanim przyszła ta teraz tak przez nich poniewierana Jedność Niemiec.

Brawa bez końca i tak ważne, że nie umieszczam ich w nawiasach. Bezwiednie zaczynam słuchać. Trudno, słucham przemówienia i biję brawo, na to mi przyszło…

Rok 2016 pokazuje związki i napięcia, z którymi ma do czynienia Europa i jej sąsiedzi w XXI wieku.

Związki i napięcia, Zusammenhänge und Spannungen, niewinna i nic nie mówiąca zbitka słów, która ma zastąpić niebezpieczne słowa, takie jak wewnętrzne i zewnętrzne zagrożenie demokracji, ale podczas uroczystych obchodów nie można grozić światu i obywatelom. Rząd i tak z trudem się opędził od przerażonych i prześmiewców, gdy latem tego roku jakiś urzędnik zachęcił mieszkańców Niemiec do robienia zapasów na wypadek zamieszek lub ataku terrorystycznego. Berliński dwutygodnik TIP pokazał przy tej okazji mapę, co kto i gdzie zamierza chomikować w stolicy Niemiec. W centrum, ubi leones hipsteri, dominowały, jeśli pamiętam, naładowane zapasowe akumulatory do gadżetów elektronicznych (wyborcy Zielonych), po prawej czyli na Wschodzie piwo (to tam gdzie w ostatnich wyborach największą ilość głosów dostawała AfD), po lewej – nasiona do produkcji w domu kiełków i wyszukane rodzaje win (a wybierało się CDU). Mimo to w Berlinie i tak wygrała partia SPD. Und es ist gut so.

No ale napięcia są. Nie tylko teraz, przed wejściem do opery czy przedtem do Kościoła Kobiet jak na swój użytek tłumaczę Frauenkirche, choć oczywiście wiem, że to kościół mariacki, no, Kościół Marii Panny przecież. Ale dziś dzień protestu kobiet, dobrze jest poszukać pomocy i u pani w niebieskim płaszczu. Pomogła, ale tego się dowiem zajrzawszy do tableta po obiedzie, a na razie siedzę w operze, z boku w loży, ze świetnym widokiem na Merkel i Gaucka. Rzadko się ich widuje razem, chodzą innymi politycznymi ścieżkami, a przecież dobrze jest pamiętać, że ich duo to wielka rekompensata dla nas wszystkich, ludzi z dawnego Bloku Wschodniego. Na czele najważniejszego kraju Europy i jednego z najważniejszych na świecie, stoją kobieta i mężczyzna z NRD…

Widomym znakiem napięć są betonowe bloki, ustawione co pół metra wokół całej drezdeńskiej starówki. Są płoty, policja, straż miejska, ale są też te betonowe bloki, nowiutkie, z beżowego betonu, pierwszy raz w użyciu. Wyglądają trochę jak klocki Lego, mają na górze takie koliste wysterczyny czy jakby to nazwać. Ważą po dwie tony sztuka. To tzw. Nizza-Sperren, blokady nicejskie. Mają zapobiec wjazdowi ciężarówki między ludzi, jak to się w lipcu zdarzyło w Nicei. Nic na ten temat nie czytałam, ale gdy rano zbliżam się do Frauenkirche, natychmiast wiem, co to jest. Po raz kolejny „dobry człowiek” zabezpiecza się przed tym, czego „zły” już użył i czego może nigdy więcej nie użyje, bo pomysłowość tych, co atakują, jest zawsze większa niż tych, co bronią, siebie i innych. Auto nie przejedzie, nie tylko ciężarówka, żadne auto, a więc – rower. Przypomina mi się gdański zespół punkowy „Pancerne rowery”. Wjedzie pancerny rower robot i wysadzi nas wszystkich w powietrze…

Nie martwię się zbytnio taką perspektywą, bo w ogóle w takich sytuacjach wyznaję zasadę, którą poznałam w Izraelu i zaadaptowałam na własny użytek po wieki wieków amen: wszystko w ręku Boga. I tak naprawdę przed niczym się nie zabezpieczymy. No ale mamy, coś trzeba robić – o, betonowe klocki lego, pod waszą obronę uciekamy się przed Pegidą i islamistami, przed terrorem i AfD! Nie wiem, gdzie są ci znienawidzeni przez protestujących uciekinierzy, wśród nas ich nie ma, motłoch gwiżdże na każdą kobietę w chustce, szalu czy chuście na głowie. Islamizm zagraża światu. Ataki na uchodźców wstrząsają Saksonią. Napięcie jest wielkie. Tydzień temu były zamachy bombowe. Gdy wyjeżdżałam do Drezna, przyjaciele pytali, czy się nie boję, bo tam biją przeciwników na ulicy, jak w latach 30 w Berlinie. No ale beton nas ochroni w niepewnych czasach. A ja jeszcze zawsze myślę, że to w umysłach buchalterów oznacza ruch gospodarczy. Nowe zadania, nowe wyzwania, nowe produkty, nowe zlecenia, bogacimy się. Tak musiało być również podczas wojny. Nie ważne, czy produkujemy paczki badziewnej bielizny pościelowej i ręczników dla uchodźców, czy pasiaki, czy codzienną strawę dla osadzonych czy przyjętych pod opiekę, zupa z brukwi czy breja z mięsem i jarzynami lub tylko z jarzynami (mają różne nazwy, lasagne, makaron, zapiekanka, ale to zawsze to samo, rozgotowany makaron, pulpa jarzynowa, sos, co dzień, od roku tak samo), nie ważne czy wytwarzamy drut i cement na mury czy na betonowe klocki Lego, aby ich i siebie ochronić – biznes się kręci, są zlecenia, jest co robić, bogaćmy się, jest dobrze…

W Nicei zamachowiec zabił 84 osoby, w Dreźnie zagrożenie jest mniejsze, ale na pewno jest. Te bomby sprzed tygodnia – w meczecie „Fatih Camii” i przed centrum kongresowym, w tym gdzie po mszy i uroczystości zjemy obiad, nikogo nie zabiły ani nie zraniły. Kto te bomby detonował – ekstremalna lewica, ekstremalna prawica czy islamiści? Czy prawica, która fabrykuje dowody, że to lewica? Saksonia znajduje się na niechlubnym pierwszym miejscu w statystykach zamachów na uchodźców. Doliczono się ich w Dreźnie i okolicy trzy razy więcej niż np. w Nadrenii-Westfalii. W niektórych okręgach wyborczych jedna czwarta uprawnionych do głosowania wybiera NPD czyli narodowców. Polka siedząca w operze i rozmyślająca o saksońskich zagrożeniach, nie może nie pomyśleć o Białymstoku i Częstochowie czy o Marszach Wolności 11 listopada… My też takich u nas hodujemy, ci niemieccy jeżdżą do naszych, do Szczecina, do Warszawy, urządzają wspólne demonstracje, wchodzą do kościołów w ciężkich butach, czarnych kombinezonach, w maskach, z pochodniami…

In Großbritannien haben die Wähler in einer Volksabstimmung mit knapper Mehrheit beschlossen, aus der Europäischen Union auszutreten. Ach, Brexit, nastawiam uszu, bo możliwe, że Lammert wymieni przy tej okazji inne rządy i państwa zagrażające demokracji, a więc teoretycznie może i Polskę. Ale nie, wymienia tylko pozaeuropejskich przeciwników – Turcję i Rosję. W sprawie Turcji podaje oficjalną wersję wydarzeń, militaryści chcieli dokonać puczu, ale opór obywatelski im to uniemożliwił. Ach tak, ani słowa o tym, że to możliwa prowokacja Erdogana. Syria, dramatyczne obrazy wojny, zniszczenie ostatniego szpitala w Aleppo, ale bez wskazywania winnych. Wciąż muszę pamiętać, że to dyplomacja a nie wiec polityczny, tu słowa ważą, każde słowo. Ale jednak w sprawie Rosji ton się odrobinę zaostrza, aneksja Krymu zostaje określona jako bezprawna…

… die europäische Friedensordnung, die Charta von Paris 1990, mówi Lammert, a ja przypominam sobie, że ależ tak, przecież w Paryżu ustaliliśmy raz na zawsze, że ma być pokój i nigdy więcej wojny. Całkiem o tym zapomniałam. Tak jest, Paryska Karta Nowej Europy, oficjalne zakończenie zimnej wojny, a tu te wszystkie Rosje, Syrie, Turcje, i jeszcze, o czym Lammert przez grzeczność nie wspomniał, Polski i Węgry… Fukuyama zapowiadał koniec historii. Dobrze by było.

Ale nie jest. Żyjemy w stanie wojny hybrydalnej, odpowiedzialni za to, co się dzieje na świecie, nawet jeśli to nie my toczymy wojnę w Syrii… Uciekinierzy są jednym z najważniejszych tematów tegorocznych obchodów Dnia Jedności. Podczas nabożeństwa w Kościele Mariackim temat uchodźców i naszego obowiązku niesienia pomocy powracał wielokrotnie. Ale, jak to zwykle bywa, jest i ale… było to nabożeństwo ekumeniczne, byli biskupi protestancki i katolicki, był egzarcha kościoła greko-katolickiego, ale nie było ani głównego rabina ani imama, ani lamy… Tylko, bardzo proszę, niech mi nikt nie tłumaczy, że ekumena obejmuje tylko religie chrześcijańskie, bo mnie to nic nie obchodzi. Po pierwsze imam i rabin pochodzą z kręgu religii wyznających wiarę w Tego Samego Boga, a poza tym bóg i tak jest jeden i ten sam, i może czarny. God is black, yes she is… A jak czegoś do tej pory nie praktykowano, to kiedyś można by zacząć. I jeśli Niemcy postanowiły wykonać tak niezwykły krok jak przyjęcie miliona uciekinierów w świecie, w którym nikt ich nie chce, to mogłyby wykonać i kolejny, który przywrócił by starogreckie znaczenie ekumeny jako świata zaludnionego. Najlepszy ze światów, jakie posiadamy. A na tym najlepszym ze światów najlepszy jest, jak się okazuje, kraj, w którym mieszkamy. Tak twierdzą eksperci, których cytuje Lammert.

Nach einer Anfang dieses Jahres beim Weltwirtschaftsforum in Davos vorgestellten Umfrage unter 16.000 Menschen aus aller Welt, Meinungsführern in Wirtschaft, Wissenschaft und Verwaltung, gilt Deutschland mit Blick auf politische Stabilität, wirtschaftliche Prosperität, soziale Sicherheit, Bildung, Wissenschaft und Infrastruktur als „bestes Land“ auf dieser Erde.

W początkach tego roku podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos przedstawiono bowiem ankietę przeprowadzoną wśród 16 000 mieszkańców świata, pytającą, gdzie jest najlepiej pod względem gospodarczym, politycznym i społecznym, a odpowiedź była jednoznaczna – w Niemczech. To zapewne lekka przesada, kontynuuje Lammert, ale na pewno jest u nas lepiej niż w wielu innych krajach. Wiele się nam udało zrobić i osiągnąć, a tymczasem wyróżniamy się wśród innych naszym… niezadowoleniem. To też zostało potwierdzone naukowo i to przez kolejny autorytet, tym razem Instytut Gallupa. …die gefühlten Erfahrungen unter 138 befragten Nationen erfasst, ordnen die Deutschen sich auf Rang 46 ein – zwischen dem Senegal und Kenia.

Gdy 138 krajów tego świata miało podać, jak ocenia swoją sytuację, samopoczucie Niemców znalazło się na 46 miejscu, pomiędzy Senegalem i Kenią! (To tu ja osobiście inicjuję oklaski, w życiu nie słyszałam czegoś równie zabawnego w oficjalnej mowie). Teraz podobno trochę się nam poprawiło i wdrapaliśmy się na pozycję powyżej Wietnamu! Moglibyśmy, mówi pan prezydent Bundestagu, moglibyśmy wykazać się trochę lepszą samoświadomością i pozwolić sobie na nieco więcej optymizmu.

Aby zachęcić swych rodaków do optymizmu, Lammert cytuje… Schopenhauera!, co naprawdę zasługuje na kolejny wykrzyknik, zważywszy, że ten urodzony w Gdańsku filozof uważany jest za największego ponuraka i pesymistę wśród tych panów, którzy, ponieważ zastanawiają się nad światem, z reguły nie mają zbyt wielu powodów do radości. Prawdziwą wadą Niemców jest to, że szukają w gwiazdach tego, co leży u ich stóp. Lammert jest zdania, że nieumiejętność dojrzenia tego, w jakiej rzeczywistości żyją, charakteryzuje zarówno Ossi jak i Wessi, czyli że w tej kwestii stali się już dawno jednym zjednoczonym narodem…

Jego zdaniem żyjemy w warunkach, jakich nam zazdrości cały świat. Oczywiście mamy prawo do obaw, lęków, zastanawiania się nad problemami, ale doprawdy powinniśmy pozwolić sobie na choć trochę poczucia szczęścia, a przynajmniej zadowolenia. Jesteśmy tym sloganowym jednym narodem, wir sind ein Volk, i żyjemy tak, jak wymarzyły to sobie minione pokolenia, które nigdy tego nie osiągnęły, żyjemy zgodnie ze słowami niemieckiego hymnu: w jedności, prawie i wolności…

To trzy dobre powody do radości…

Koniec. Brawa. Huczne brawa, brawa…. Orkiestra pod batutą Christiana Thielemanna (Maestro piszą o nim w programie) gra Gratias agimus tibi Bacha, dziękujemy, a potem już hymn, wszyscy wstajemy i po minucie wychodzimy. Autobusy zawożą nas na obiad do Centrum Kongresowego w Hotelu Maritim.

Dziś nie ma bomb. Jest kolorowe jedzenie, które wygląda jak z bajki o stoliczku, który się sam nakrywał, ale niestety znacznie gorzej smakuje niż wygląda, a jeszcze gorzej się czuje pod widelcem i podniebieniem. Wszystko jest lekko kołyszącą się galaretą, przystawka, danie, ciastko…

 

Uderzam sama siebie po palcach, które właśnie zapisały tę herezję. Byłam na przyjęciu u Joachima Gaucka, prezydenta najlepszego kraju na tym najlepszym ze światów, ba, nawet przez chwilę porozmawiałam z prezydentem, którego bardzo cenię za to, co robił przez całe życie i za to, jakim jest teraz prezydentem… I co… i marudzę jakbym była normalnym Niemcem. Norbert Lammer ma rację, narzekanie nas połączyło! Niech żyje niemiecka Jedność!

 

Ewa Maria Slaska

 

 

Partnerzy

Logo PRwN

Logo forum

Logo ZDPN

Logo der SdpZ Grau

MSZ logo2

SWS logo

logo bez oka z napisem

Biuro Polonii

Konwent 1

 

© 2013 - 2017 Magazyn Polonia. All Rights Reserved. Designed By E-daron.eu