flahapl Polska Flag of Germany.svgDeutschland 
  • IMG_0182_new.JPG
  • K2_09-4_01_Slaska_fot.1.png
  • Szydlo_new.jpg
  • U4prezydenta.jpg

WESTERLAND POPROSIŁ O WYBACZENIE

Jeszcze brzmią w uszach powstańcze pieśni, zbiorowo wyśpiewane przez warszawiaków w piątkowy wieczór, jeszcze wciąż pali się ogień na Kopcu Powstania Warszawskiego na Mokotowie i jeszcze stolica żyje wspomnieniami i jakże ważną dla siebie rocznicą. Któż wcześniej przypuszczałby, że i w Niemczech stanie się ona pretekstem do rozważań, a nawet znaczących zajść i przeżyć, że sprowadzi nas ku nieoczekiwanym spotkaniom i zbliży do siebie? Co najważniejsze, da niemieckiemu społeczeństwu, zwłaszcza młodym ludziom, odkrywczą wiedzę historyczną i rzuci światło na wydarzenia, o jakich mają znikome pojęcie. Na otwarciu wystawy w dniu 29 lipca w berlińskim Centrum Dokumentacji Topografia Terroru przy Niederkirchnerstrasse prezydent Joachim Gauck powiedział: „Polacy umieli wybaczać wówczas, gdy Niemcy okazali skruchę.”

 

 Tak, właśnie o skruchę chodzi, o przyznanie się do win i poczucia wstydu. Te uczucia to podstawa porozumienia i zgody. Tak więc dobrze się stało, że na zabytkowym XIX-wiecznym Ratuszu, w miejscowości Westerland, na niemieckiej wyspie Sylt na Morzu Północnym, odsłonięto w przededniu rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, dnia 31 lipca, dwujęzyczną i jakże bezprecedensową w swej wymowie tablicę. Dokonali tego aktu burmistrz - pani Petra Reiber, emerytowany dyrektor miejscowej szkoły pan Ernst Wilhelm Stojan i reprezentant młodego pokolenia 19-letni mieszkaniec gminy Richard Jones. Obecni byli polscy konsulowie Marek Sorgowicki z Hamburga i Tadeusz Oliwiński z Berlina. Wypisany na tablicy lapidarny tekst jest dostatecznie wymowny. W języku polskim brzmi:

Warszawa. 1 sierpnia 1944

Żołnierze Polskiego Państwa Podziemnego przystępują do walki przeciwko niemieckiemu okupantowi. Powstanie zostaje stłumione przez reżim nazistowski. Ponad 150 000 osób zostaje zamordowanych, niezliczona jest liczba rannych i maltretowanych mężczyzn, kobiet i dzieci. Heinz Reinefarth, od 1951 do 1963 burmistrz Westerlandu, był jako dowódca grapy bojowej współodpowiedzialny za tę zbrodnię. Zawstydzeni pochylamy się nad ofiarami z nadzieją na pojednanie.

W 70. rocznicę Powstania Warszawskiego Sylt/Westerland 2014

 Uroczystość rozpoczął Marsz Żałobny Chopina w wykonaniu miejscowej orkiestry dętej. Przejmujące jego akordy stały się zapowiedzią bolesnej refleksji i wymownej moralnej dysputy, nad którą dominowało chrześcijańskie przesianie o wybaczeniu, winie także zbrodni i karze. Czy w jeden wieczór, w jedno popołudnie zaledwie, można rozwiązać kwestie tak zawiłe i sporne?

W kontekst pytań, wątpliwości i dylematów doskonale wpisał się wykład - przemówienie politologa, znawcy historii najnowszej, profesora Michaela Rucka z Instytutu Współpracy Naukowej i Teologii Uniwersytetu Europa we Flensburgu. Surowo ocenił on powojenną politykę państwa niemieckiego, które nie wykazało dostatecznej woli i siły rozliczenia się z nazistowską ideologią, zwłaszcza na terenie Szlezwiku Holsztyna - landu, który stal się przyczółkiem i ostoją dla wojennych przestępców, zbrodniarzy takich, jak Heinz Reinefarth czy Hans Adolf Asbach. To tu biurokratyczną denazyfikację zastąpiono pojęciem renafizierung. a więc czymś, co było formą przystosowania się „winnych" do powojennych struktur politycznych. Tym samym sprzyjano dalszej, intratnej karierze byłych hitlerowskich urzędników, wojskowych, a nawet oprawców. W jaki sposób ukształtowało to etycznie kolejne generacje niemieckiego społeczeństwa, nie trzeba wyjaśniać. Profesor wskazał przy tym na potrzebę „oczyszczenia moralnego" w miejscach, w których doszło do pogwałcenia godziwości i obyczajowości. Jednocześnie odniósł się do tego. jakie znaczenie ma to dla przyszłości, dla młodej generacji. Niebagatelne, bo nierozwiązane i do końca niewyjaśnione, nieuporządkowane kwestie w tym właśnie powojennym temacie są utrudnieniem, przeszkodą, blizną co się nie goi. W pełnych goryczy pytaniach, które stawiał uczony, pojawiła się teza, że nie o sam akt ekspiacji chodzi, lecz o rzetelne, naukowe rozliczenie się z przeszłością, bo takiego w Niemczech nie dokonano należycie.

           

Nad postacią Reinefartha. nad jego „przypadkiem'" można się zastanawiać, zważywszy, że wydana niedawno praca Philippa Marliego analizuje go wnikliwie. Dostatecznie wiele rozpisywała się też o zbrodniarzu polska prasa w przededniu rocznicy Powstania. Były burmistrz Westerlandu - kat Warszawy, „pacyfikator walczącej Woli", winny wielu ofiar, nie miał prawa czuć się po wojnie bezkarny i spokojny. Nie miał prawa zasiadać na swym urzędzie w latach 1951-1963! Dyrektor miejscowej szkoły, dziś 88-letni pan Ernst Wilhelm Stojan od prawie 60 lat przeciwstawiał się i protestował przeciw stanowisku Reinefartha. Podobnie jak pastor Christoph Bornemann nie godził się z faktem, że były przestępca jest reprezentantem miejscowej społeczności. Protestowali wskazując na to, że Reinefarth to spryciarz, który spełnia życzenia mieszkańców, zabiega o ich interesy, by zyskać aprobatę, puścić w zapomnienie winy przeszłości, zaskarbić sobie uznanie, poważanie i sympatię.

Westerland był zaślepiony i głuchy. Milczeli „porządni Niemcy", akceptowali ów gorszący fakt ludzie wykształceni i jako-tako zorientowani w sytuacji. Mało kto przeciwstawił się wyborowi „łotra" do parlamentu - Landtagu Schleswiku Holsztyna… Na nic zdały się apele polskiego wymiaru sprawiedliwości o ekstradycję wojennego zbrodniarza. Bez echa pozostawały glosy o wszczęcie procesu, o wymierzenie mu kary. Reinefarth postępował zgodnie z taktyką wielu nazistów: skutecznie zacierał ślady niechlubnej przeszłości, zyskiwał w nowym miejscu swego pobytu rewerencje i uszanowanie. Tak było do samej jego śmierci. I oto nagle, po wielu, wielu latach, ktoś, kto pozostaje anonimowy, z Warszawy, wysłał w ubiegłym roku listy mailowe do luterańsko - katolickiej gminy w Westerlandzie. I nic ustępował w regularnych, dociekliwych pytaniach o Reinefartha - tak, jak nie ustępuje się w dochodzeniu do prawdy, sprawiedliwości i wiedzy. Kościół w Westerlandzie, zarówno wierni, jak i duchowni „postawieni zostali pod ścianą”, w ogniu trudnych pytań.

 

 

Na szczęście, sprostano zadaniu! Pastor Anja Lochner znalazła rozwiązanie, a nawet wyjście dla tej, jakże wstydliwej i drażliwej sytuacji (potomkowie Reinefartha mieszkają wszak na Sylcie, usatysfakcjonowani poważaniem i pozycją majątkową). Doprawdy salomonowego wyroku trzeba było, by nie rozjątrzać ran, „szukać klucza", dobrać słowa, przekonać i uspokoić na miarę czasów, politycznych uwarunkowań, chrześcijańskich reguł i europejskiej kultury. Dłużej nie dało się ukrywać, ani przemilczeć sprawy trudnej, a nawet kompromitującej. Jej właściwe załatwienie stało się sprawdzianem przyzwoitości, urzędowej rzetelności i skutecznej odwagi. Przyczyną podziałów również. Lecz nie baczmy już na to, kto i jakie wysuwał argumenty i racje, kto co myślał. Zdecydowano się na akt skruchy, a w urzędzie miasta zapadła jednoznaczna decyzja: Reinefarth musi zostać potępiony i napiętnowany, zaś ofiary zbrodniczych jego działań trzeba z pokorą poprosić o wybaczenie. Pastor Anja Lochner rzekła: „Stawiając czoło wydarzeniom z przeszłości - pytaniom, także zarzutom - mamy nadzieję, że jeśli Bóg tak chce - cierpienie wina i zaniechanie przemienią się w pojednanie.”

 

 

Polacy umieją przebaczać! Dlatego też przejmująco zabrzmiało przemówienie przybyłego na uroczystość odsłonięcia tablicy Andrzeja Kunerta - sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Profesor pochwalił dobrą wolą tych, którzy przyczynili się do odsłonięcia tablicy: „Szlachetnym ludziom za szlachetne słowa składam ukłon" - powiedział. Delegację Westerlandu z panią burmistrz Petrą Reiber. przewodniczącym Rady Miasta Peterem Schnittgardem, pastor Anją Lochner na czele zaproszono do Warszawy na jubileuszowe powstańcze uroczystości na Woli. To ich onieśmiela i cieszy - mówili. - bo nie ma nic lepszego niż poznanie wzajemne i zaufanie, które dokonuje się w rozmowach i kontaktach bliskich, serdecznych, w miejscu, które tak jak Warszawa, doświadczyło aż tylu łez i takim wykazało się bohaterstwem.

 

To, co się wydarzyło przed 70 laty w Warszawie, można obejrzeć oczywiście na wystawie, na zdjęciach w Ratuszu w Westerlandzie. Tamtejsza ekspozycja zatytułowana Okupowana Warszawa w obiektywie najeźdźcy ma sugestywną wymowę i także rozbudzi należne emocje, choć nie tylko Powstanie pokazuje, także Getto. Jest przecież tak, jak rzekł w wygłoszonym w Westerlandzie przemówieniu przewodniczący Rady Mieszkańców (Buerger Vorsteher der Gemeinde Sylt) Peter Schnittgard: jest późno, lecz nie za późno i nastał czas najwyższy, by sprawy uporządkować, historię przypomnieć, nic zaprzeczać jej, zło potępić - zważywszy, że mamy 100-rocznicę wybuchu I Wojny Światowej, 75-lecie wybuchu II Wojny Światowej, 70-lecie Powstania Warszawskiego i 25-lecie obalenia Muru Berlińskiego. To ważny historycznie rok! I my także wierzymy, że z historii - nawet najbardziej okrutnej i tragicznej, przy Boskiej pomocy narodzić się może prawdziwe pojednanie, z podaniem sobie rąk. Wszak jest skrucha, a więc i wola wybaczenia winna się zrodzić!

Sława Ratajczak

Partnerzy

Logo PRwN

Logo forum

Logo ZDPN

Logo der SdpZ Grau

MSZ logo2

SWS logo

logo bez oka z napisem

Biuro Polonii

Konwent 1

 

© 2013 - 2017 Magazyn Polonia. All Rights Reserved. Designed By E-daron.eu